Uff, długo czekałem aż ponownie na tapetę wróci dyskusja o AB. Głównie dlatego że jak to Rodia cudnie określił
Niezalowa Grupa Wsparcia Głuchoniemych U2Forums wymyśliła
że Achtung to album słaby i dlatego że przekopując się przez to forum nie znalazłem żadnego argumentu który by mnie o słuszności tego stwierdzenia przekonał (samemu też nie będąc w stanie takowego wypracować). Lektura wątków jedynie utwierdziła mnie w moim bezczelnym mniemaniu że za tą całą niechęcią kryje się właśnie... niechęć. Nie wynikająca z niepodważalnych racji lecz zwyczajna, czymś powodowana niechęć do takiego U2 jakie pojawiło się wraz z tym albumem. Niniejszym pozwoliłem sobie napisać coś takiego,
na obronę choć może bardziej
pod analizę aby może sprowokować coś a może kogoś zastanowić. Bo z nagim stwierdzeniem sprawy że "AB jest słabe i choj" zgodzić się nie mogę.
Przepraszam Was bardzo że to takie długie i pewnie zagmatwane ale jakoś zależało mi aby ukazać to co ja widzę gdy o AB myślę. Więc, jeżeli choć jednej osobie będzie się chciało będę szczęśliwy.
Rok 1990. Właśnie upadł komunizm. Państwa Bloku Wschodniego walą się jak domino, zwalił się mur berliński. System który przez prawie pół wieku dyktował podświadomością europejczyków i amerykanów idzie w odstawkę, trwający nieprzerwanie od dziesięcioleci postęp technologiczny napiera coraz bardziej szalonego tępa. Słowem, wszystko ulega diametralnej zmianie. Być może dlatego właśnie Bono pomyślał że nadeszła chwila aby dokonać jakiś diametralnych zmian we własnej działalności. Świadomie piszę tu o Bono bo "Achtung Baby" to cel osiągnięty wspólnym wysiłkiem zespołu ale cel przez Bono postawiony. No dobrze. U2 osiągneli poprzednimi 3 albumami wiele, ile to każdy z nas doskonale wie, i nie ma sensu się na ten temat rozwodzić. Dość rzec że chłopaki kilka lat wcześniej obrali sobie pewną ścieżkę którą chcieli podążać, pewną konwencję którą chcieli wypełnić. I wypełnili ją, osiągając w jej granicach niemalże
wszystko. Jaka była ta konwencja? Jakże dla nas oczywista. Widzimy ją dziś w hasłach i obrazach zamykających się w jednym pojęciu, nabrzmiałym od swojej kulturowej wielowątkowości: Ameryka. Okres który rozpoczyna się we wspomnianej przez Rodię eteryczności TUF a kończył na dogłębnym dotarciu do miąszu amerykańskości na RAH. Przez te lata w muzyce U2 brzęczały echa myśli i strumieni zdarzeń: Prawa Człowieka, idee niepodległości, wolności i demokracji, protestancki entuzjazm, napięcia rasowe. Biegliśmy poprzez otwarte, nieskończone przestrzenie Ameryki a nasze serca przepełniała nadzieja, energia dana przez ginące w pustynnym piachu perspektywy, wrażliwość na niesprawiedliwości i radość działania. Takie było U2 drugiej połowy lat '80.
Ale przyszedł rok 1990. I Bono widząc pełnie dotychczasowego dorobku na tym polu toposów postanowił zwrócić ciężar treści zespołu w inną stronę. Jak wszyscy kochani wiecie, zespół w tym okresie pojechał do Berlina i siedział tam przez pewien czas, być może chcąc być na topie zaaferowanych politycznie a być może po to aby zdecydować w co pójść dalej. Jak wyglądał ten przełomowy moment? Czy chłopaki najpierw wykminili że skoro wyeksploatowali jedną wielką geo-kulturową przestrzeń to warto zwrócić by się było ku drugiej, przecież im bliższej, czy też Bono siedząc sobie kiedyś przy piwie i brzdąkając nieporadnie odkrył że piosenki które chodzą mu po głowie mają ściśle określony pierwiastek wspólny. Tego nie wiem. Faktem jest że piosenki które powstały podczas sesji berlińskich (oraz około nich) zwięźle bazują na podłożu kulturowym jakim jest Europa tak jak
Joshua Tree zasilona została bezpośrednio z wielkiego wora który określamy sobie tutaj pojęciem Ameryki.
W tym miejscu pewnie podniosą się głosy sprzeciwu które co najmniej sceptycznie pytać będą o to powiązanie rzekome z kulturą europejską i dostrzegać w
Achtung Baby raczej smęcenie wywołane prawdopodobnie skomercjalizowaniem się pewnych standardów zespołu niż jakimkolwiek rzeczywistym projektem nawiązań. Bo gdzie jest na "Achtungu" chrześcijaństwo? Gdzie jest Św. Augstyn? Gdzie klasycy: Cyceron, gdzie Arystoteles (choć przekaz U2 nigdy nie sięgał aż tak głęboko)? Ba, nawet Voltaire'a i Diderota tam się nie znajdzie. Skąd wynikają więc te niby-nawiązania tak często wspominane przez samych członków zespołu? Czy jest więc
Achtung Baby dziełem skomercjalizowania się U2, pójściem ich na kompromis z trendami zapewniającymi sukces do którego niektórzy, co bardziej nieogarnięci smutni słuchacze starają się dorobić filozofię? Nic bardziej mylnego!
Ruch myślowy jakim był romantyzm stanowił prawdopodobnie największą rewolucję tego typu w historii Europejskiej kultury. Aby to zrozumieć, pojąć należy ogromne konsekwencje jakie niósł za sobą ruch oświeceniowy który w rezultacie (kiełkowaniu romantyzmu) doprowadził do zasadniczej zmiany: zastąpienia w pojmowaniu metafizycznym Boga przez podmiot indywidualny. Od końca osiemnastego wieku to nie Bóg, czy system teocentryczny był wyznacznikiem rozumowania Europejczyka, to już nawet nie postulowany przez oświeceniowców rozum lecz subiektywnie odczuwająca jednostka stała się miarą wszechrzeczy. Tą krótka dygresja za którą ogromnie was przepraszam istotna jest jednak dla tego co chcę napisać.
Gdy bowiem powstawała warstwa tekstowa utworów podczas sesji berlińskich powstał także pewien system literacki u Bono który dominował w latach '90. W tym kluczu, sytuacje o których śpiewał Bono zostały obrane z wszelakich prób wepchnięcia w miary takich czy innych światopoglądów (wcześniej i później u Bono się pojawiających, bo przecież każdy ma jakieś swoje podejście do wszystkiego). W ten sposób, teksty U2 weszły w całkowicie inną rzeczywistość. Romantyczną rzecz jasna. Ich tematem stała się miłość, lecz opisywana jedynie przez pryzmat intensywnego jej doznawania a co za tym idzie oderwana od ogólniejszych prób interpretacji uczuć. Trudno rozsądzać czy poetyka tych tekstów na tym zyskała czy straciła. Stała się na pewno bardziej intymna i bardziej frapująca. Podmiot, który przybrał na
Achtung Baby postać człowieka cierpiącego z powodu nieszczęśliwej miłości jest zwróceniem się autora w stronę właśnie tej tematyki jaką jako pierwszy podjął europejski romantyzm. Ostatecznie to romantyczne cierpienie zarówno u Bono jak i u Goethego czy Hugo spowodowane jest tym że odrzucone zostały ramy które wcześniej usadawiały miłość w jakiś hierarchiach światopoglądowych. Bo co może boleć bardziej od nieszczęśliwego uczucia które zyskało rangę absolutu? W tym sensie jest to album "o". O tym wszystkim co zaczęło się w okresie nazywanym przez literaturoznawców
Sturm und Drung. Czy może nawet bardziej, ta płyta jest tym. Poprzez dokonanie zmiany zespół wchodzi w nową przestrzeń, staję się zmianą która jest przejawem europejskiej mentalności, nacechowanej pesymizmem i subiektywizmem.
Oczywiście są na tej płycie elementy również bardziej przyziemne. Przestrzenność Ameryki została zastąpiona przez wielość różnych elementów co zwłaszcza widoczne jest w warstwie muzycznej. Motywy na "Achtungu..." mieszają się tak jak prądy kulturowe we współczesnej Europie: orientalizm
Mysterious Ways, modernizm
Zoo Station leniwy dekadentyzm
So Cruel czy surrealizm
Tryin' To Throw Your Arms Around The World. Eklektyzm zawarty w muzyce tej płyty jest tak samo chaotyczny jak spacer współczesnymi europejskimi stolicami. Pesymistyczny wydźwięk albumu tak charakterystyczny dla mentalności europejskiej XX wieku że mógłby towarzyszyć tak opowiadaniom Sartre'a jak i filmom Polańskiego. To wszystko, cały ten subtelny ciężar emocjonalności jednostki przewija się przez piosenki na
Achtung Baby lecz można by pomyśleć że wisi także, niczym fioletowy tytoniowy dym, nad głowami niedobitków siedzących po knajpach Paryża czy Berlina Zachodniego tak w latach '60 jak i '80 i '90.
Na czym polega więc siła tej płyty? Przede wszystkim na tym że jest autentyczna. U2 nagrało album pełen piosenek o rzeczach realnie istniejących które prędzej czy później spotykają większość z nas. Genialne wyczucie subtelności w stylu i ogromna wrażliwość w warstwie tekstowej sprawiają że wciąż jej słuchamy bo wiernie
oddają to co nas trapi. Jednocześnie brak jej (tak jak i powojennej Europie) beztroskiej nadziei, cierpienie podszywające każde uczucie o którym pisze Bono jest ciężkie do zapomnienia - tak jak w rzeczywistości. Ileż uczucia, jak potężny ładunek emocji kryje się w tym
baby, baby, light my way nie zrozumie nikt kto nigdy nie miał powodu aby sobie to podśpiewywać idąc ulicą. A może zrozumie? Może tej płyty nie lubić, tak jak każdej innej ale nie może zarzucać jej słabości 'merytorycznej'. Bo tak jak poprzednio, U2 weszli tym albumem w jakąś konwencję i napełnili ją treścią do granic, osiągając wszystko co osiągnąć w jej ramach można było.
Achtung Baby jest dla tych którym kiedyś, pomimo litanii pocieszeń i wyjaśnień kończących się stwierdzeniami w stylu 'nie był/a ciebie warta', przyszło w udziale materialnie odczuwać wielki dół. I którzy lubią posiedzieć czasem samotnie nad szklanką koniaku, otoczeni papierosowym dymem ze świetlistą nocną metropolią za oknem, nie po to aby się dołować i cokolwiek bezsensownie rozpamiętywać ale po to aby zastanowić się co chciało nam kiedyś powiedzieć życie przepuszczając przez piekło nietrafionych relacji międzyludzkich.
Piekło to inni. Dziękuje za uwagę i idę po kolejną szklankę koniaku. Dobranoc.