No Line On The Horizon
#2623
Napisano 08 marca 2009 - 12:42
U2 ponownie nr 1
http://muzyka.onet.p...9768,newsy.html
To, że poszło 40 tys. sztuk nie znaczy, że tyle albumów kupili ludzie. Taka liczba poszła do wszystkich Empików, sklepów muzycznych, Media Marktów i innych, co nie zmienia faktu, że należy się cieszyć.
#2624
Napisano 08 marca 2009 - 13:02
to nie pierwszy raz kiedy w utworze u2 pojawiająsię sample z innych utworów, więc nie ma o co szat rozdzierać i dramatyzować....
Zwłaszcza jeśli już o tym było
#2625
Napisano 08 marca 2009 - 15:27
Spodziewałem się tego pytania Johnny Nie, czytywałem dość regularnie (obecnie czytuję dość nieregularnie) i taka praktyka (artykuł z opisami kawałków z danej płyty w jednym, recenzja albumu w drugim numerze) jest u nich bardzo częsta, więc moim zdaniem nie ma wątpliwości. Swoją drogą, recenzje w TR bywają, ekhm, zaskakujące...To spoko, a Ty co, pracujesz w TR ?
#2626 Guest_Tamb_*
Napisano 08 marca 2009 - 19:13
1.No Line On The Horizon 6/10 - niby fajnie, ale nic szczególnego. Dobry opening jak dla mnie. Nie ma "ciar"
2. Magnificent 10/10 - typowy wymiatacz, wciąga im bardziej się słucha. Wiele smaczków.
3. Moment of Surrender 11/10 Wiem - nie fair. Ale dla mnie ten kawałek to absolut i coś jeszcze. Ciary razy 100 i piękny tekst. Za to kocha się U2
4. Unknown caller 6/10 - poprawnie. I to wszystko. W dodatku lekko irytujący mnie refren
5. I'll go crazy, If I don't go crazy tonight 9/10 - Gdzieś przeczytałem niepochlebną recenzję tego utworu i krew wprost we mnie zawrzała.
Koncertowy pewniak. ENERGIA
6. Get On Your Boots 8/10 - Żeby nie było, że wsytawiam zbyt skrajne oceny, tu mamy coś jakby na pograniczu. Ile już dobrego i złego napisano o tym utworze? Nieważne - ja pamiętam głównie, jak 20 I o godzinie 9.00 czekałem zniercierpliwiony jak P. Baron wypuści w morze tego gołębia, który ma przynieść gałązkę oliwną - nowy, wspaniały album. Nie zawiodłem się. Cały tamten dzień był podporządkowany "butom". Koncertowa miazga, co potwierdzone już na Promo Shows.
7. Stand Up Comedy 9/10- Dla mnie mistrzostwo. Słuchając tego kawałka przed oczami mam tłum krzyczący "C'mon ye people". Piękna rzecz. I świetny, ironiczny tekst.
8. Fez - Being Born 10/10 - Za dużo tego dobrego. Jak dla mnie "Acrobat" tego albumu. Czuć klimat Fez. Nowy świat. New Line On The Horizon
9. White as Snow 10/10 - przepiękny tekst i chwytająca za gardło i serce aranżacja tradycyjnej kompozycji. Kto się nie wzruszy....
10. Breathe 10/10 - "I've found a grace inside a sound..." i to słychać! Jak dla mnie hymn tego albumu.
11. Cedars of Lebanon 10/10 - korespondent wojenny, który przedstawia obraz przejmujący i prawdziwy. Recytacja na pięknym tle. Świetna recytacja trzeba przyznać. Coś świeżego, genialne kończące album wyciszenie.
Ocena niezależna, za całość 9/10 Zdaje mi się czasem, ze aż za dobrze. Ale... każde kolejne przesłuchanie mnie utwierdza. Najlepsza płyta od czasu POPu/ATYCLB. I świetna warstwa liryczna, na którą chyba nikt poza red. Sankowskim z GW nie zwrócił uwagi. Jaki będzie Songs of Ascent? Hmmm... po przesłuchaniu NLOTH jestem przekonany, że Future needs a big kiss i tego się należy trzymać.
#2628
Napisano 09 marca 2009 - 00:05
wlasciwie to doszedlem wczoraj do wniosku ze refren UC to najlepszy refren od czasow Red Hill Minning Town, powaga ; )
moc + potencjał
jak pisałem pewnie wielokrotnie, od kiedy to wyciekło, te nagrania z plaży, latem, wiedziałem że to będzie COŚ WIELKIEGO.
i jest. motyla noga, oj jak jest. jedynie troszkę na początku wrażenie, że przestrzeni tam jednak minimalnie brakuje, wiecie.
ale to jest do przejścia, do przyzwyczajenia. nie mogę się odczekać live. będzie miazga totalna.
Użytkownik acr edytował ten post 09 marca 2009 - 00:06
#2629 Guest_piotrek85_*
Napisano 09 marca 2009 - 01:02
Przesłuchanie albumu za jednym zamachem (przynajmniej dla mnie) jest praktycznie niemożliwe. Pojedyńcze kawałki słucha się o wiele przyjemniej. Może to wina obecnych czasów - fomat mp3 i te sprawy. Ciężko mi to określić... Brak tu czegoś co łączyłoby wszystkie utwory.
Co do warstwy tekstowej... Nie dziwi, że pełno tutaj jest "ooooooooooooooooooo" Wraz z Winter przybyło kolejnych 12 utworów i Bono po prostu ułatwia sobie sprawę. Wczoraj przesłuchiwałem trochę nagrań z różnymi wpadkami tekstowymi na Vertigo Tour. Przykładem: Party Girl z Gelsenkirchen czy Fast Cars z 2005.12.04. Gdy Bono zapomina tekstu to wtedy będzie "oooooooooo" i po sprawie.
Minusy? Nie trawię tego przejścia przy Fez-Being Born oraz utworu Get On Your Boots. Dla mnie GOYB istnieje tylko w wersji koncertowej. Za to na duży plus zasługują Magnificient oraz Cedars of Lebanon. To chyba najlepsze zakończenie od czasów Popa a nawet Achtunga. Mam cichą nadzieję, że nie pominą tego utworu na koncertach.
Cały album oceniam na 9 z minusem. Byłaby 10 ale czegoś mi tu brak.
#2632
Napisano 09 marca 2009 - 17:39
#2634
Napisano 10 marca 2009 - 12:08
http://muzyka.onet.p...42,wywiady.html
#2635
Napisano 10 marca 2009 - 12:44
Ciekawy tekst o nowej płycie i U2 w ogóle, tłumaczony z Los Angeles Times. Jeżli już było, to sorry, ale nie mam siły przkopywać się przez cały wątek, by sprawdzić
http://muzyka.onet.p...42,wywiady.html
cytat z tego artykułu:
Muzyka nie zawsze jest miękka, w "Moments of Surrender" czy w wyprodukowanym przez Steve'a Lillywhite'a "Breathe", zespół przypomina nam, że w swoich korzeniach ma także heavy metal z lat siedemdziesiątych.
zwłaszcza MOS
dobre:D
i kolejny:
Gdy Bono mruczy tytułowe "magnificent", brzmi raczej jak Donna Summer
ale w sumie nawet fajny ten artykulik
#2636
Napisano 10 marca 2009 - 22:20
Ujmę sprawę od nieco innej strony. Z U2 obcuję blisko od kilkunastu lat i wszystko, co dzieje się od początków ich twórczości do ostatnich sekund singla MOFO (czyli ostatniego singla z POPu) jest mi bliskie tak bardzo, jak tylko może być - tego, na czym ta bliskość polega nie muszę z pewnością tłumaczyć fanom i fanatykom:)
Niestety spora część twórczości następującej po wybrzmieniu ostatnich taktów SP MOFO i oznaczonej nieprzerwanie etykietką ,,U2'' jest mi, mówiąc najoględniej, obca. To naturalnie frazes, ale moje wrażenia są takie, że to NIE TEN ZESPÓŁ nagrał większą część LeaveBehind i AtomicBomb oraz mniej więcej połowę NLOTH. Jak widać, Horizon i tak jest już poniekąd miodem na moją strapioną duszę, ponieważ znalazło się na tej płycie kilka utworów autentycznie i faktycznie U2.
Nie jest zwolennikiem triadycznego porządkowania dyskografii U2 (absurdem jest przecież np. wrzucanie do 1 wora JTree i UFire albo ABaby i Pop), ale nie mogąc oprzeć się wygodzie takiego podejścia, pozwolę sobie podsumować ostatnią triadę Behind-Bomb-Horizon w sposób następujący.
Płyta, która zasługiwałaby na miano następcy genialnego kierunku w twórczości U2 reprezentowanego przez Passengers & Pop zawierać mogłaby w moim odczuciu następujący zestaw utworów (kolejność bez znaczenia):
1. New York
2. The Ground Beneath Her Feet
3, Love & Peace or Else
4. City of Blinding Lights
5. No Line on the Horizon
6. Magnificent
7. Get On Your Boots
8. Stand Up Comedy
9. Fez/Being Born
10. Cedars of Lebanon
11. Mercy
12. Electrical Storm
Te utwory zostały nagrane przez znane i bliskie mi U2. Płyta z taką zawartością śmiało mogłaby być nazwana powrotem do bardziej rockowego brzmienia, aczkolwiek z zachowaniem świeżości i ambicją do pewnego rodzaju nowatorstwa.
Produkcje z czasów po roku 2000, których powyższa lista nie uwzględnia nagrał zespół mi obcy.
A jeśli nasi czterej bogowie rocka koniecznie chcieli nagrać trochę miękkich i gładkich (fakt, że w swej kategorii absolutnie doskonałych) piosenek, to mogli postąpić tak jak przy Passengers, tj. stworzyć poboczny projekt pod nazwą np. The Average & Likeable White Band...
Przepraszam za rozwlekłość, ale z reguły milczę na forum, więc tym razem wykorzystuję przysługującą mi liczbę linijek za jednym zamachem
#2637
Napisano 11 marca 2009 - 11:04
#2638
Napisano 13 marca 2009 - 21:56
Muszę przyznać że się opłacało , choć też nie ukrywam że musiałam się z nim oswoić .W przypadku dwóch poprzednich płyt miałam wrażenie że zeszli ze ścieżki innowacyjności po której zawsze kroczyli, że wybrali najprostszą drogę do sukcesu , pogubili się w tym wszystkim i zarazem poczuli ogromny ciężar poprzednich płyt, dlatego zaserwowali nam bardzo schizofreniczne albumy które w gruncie rzeczy nie składały się w jedną całość choć posiadały cechy wspólne.Więc obawiałam się że ta płyta będzie w podobnym klimacie.Długo się przygotowywałam do tego aby ja włączyć , czekałam na moment kiedy będę sama w domu żeby w spokoju móc celebrować tą chwilę.Ułożona wygodnie na kozetce odbyłam małą sesję psychoanalityczną.Utwór po utworze analizowałam każdy najmniejszy fragment by móc wczuć się dogłębnie w klimat tej płyty , zrozumieć sens każdego wyśpiewanego słowa, zagranego dźwięku, wplatając go tym samym w swoje życie. Pierwsza progresywna i melancholijna część była dla mnie najtrudniejsza do przetrwania, przywoływała najodleglejsze wspomnienia, rozrywała mi serce na strzępki , sprawiała że moja dusza krzyczała w środku , łzy same napływały mi do oczu.Praktycznie to czułam się jakbym wybierała się w ostatnią najważniejszą podróż w moim życiu.ten przeszywający lęk przed nieznanym , świadomość końca jakiegoś etapu, wielkiej czarnej dziury która mimochodem mnie pochłania.Klaustrofobiczne emocje, ostatnia spowiedź, uwolnienie cierpienia -Katharsis duszy .Choć to uczucie nie było komfortowe pragnęłam zatrzymać czas aby ta chwila trwała wiecznie.Chciałam zachować jak najwięcej z tego wydarzenia w pamięci na zawsze, tak żeby mieć jakąś ostoję gdy przyjdzie chwila zwątpienia.
Druga cześć płyty wprowadziła mnie w stan trudnej do opisania euforii ,podziałała na mnie kojąco jak morfina dała mi jednocześnie poczucie ogromnej siły , świadomości że jeszcze nie jest za późno , że życie nadal można odkrywać na nowo, że skończył się pewien etap ale zawsze można rozpocząć nowy,że mimo bólu i smutku można znaleźć w sobie tyle pokładu energii i motywacji aby zmienić otaczającą rzeczywistość .Dać się ponieść nurtowi życia, spojrzeć na świat oczami innych.W gruncie rzeczy pomogła mi się pozbierać.Po całym tym "seansie" byłam wyczerpana psychicznie , jednak wiem że się opłacało ,w sumie nie miałam nic do stracenia a wiele przy tym zyskałam.
Ta płyta jest bardziej skomplikowana niż by się mogło wydawać , nie można o niej ot tak po prostu zapomnieć jest jak narkotyk , nieustannie krąży w mych myślach , przyciąga mnie jak magnes ,skutecznie mnie uzależniając.
Czasem wzbudza we mnie skrajne uczucia od miłości do nienawiści innymi słowy "kochaj albo rzuć " nie ma innego wyjścia.
Nie chciałam opisywać każdego utworu rozbierać go na części pierwsze,ponieważ każdy jest na innym etapie życia inaczej interpretuje słowa dostosowując je do swojej codzienności.
Proszę wybaczcie mi tą osobistą podróż i subiektywną ocenę
Trzymając się punktacji daję 9/10 bo przecież zawsze może być lepiej.
#2640
Napisano 14 marca 2009 - 00:55
Muszę przyznać że się opłacało , choć też nie ukrywam że musiałam się z nim oswoić .W przypadku dwóch poprzednich płyt miałam wrażenie że zeszli ze ścieżki innowacyjności po której zawsze kroczyli, że wybrali najprostszą drogę do sukcesu , pogubili się w tym wszystkim i zarazem poczuli ogromny ciężar poprzednich płyt, dlatego zaserwowali nam bardzo schizofreniczne albumy które w gruncie rzeczy nie składały się w jedną całość choć posiadały cechy wspólne.Więc obawiałam się że ta płyta będzie w podobnym klimacie.
Ależ są to słowa bezwzględnie prawdziwe. Też drżałem, że NLOTH zamknie trylogię marazmu i zastoju. Jeśli nawet - jest to bankowo najlepsza jej część.
Dodaj odpowiedź
Użytkownicy przeglądający ten temat: 1
0 użytkowników, 1 gości, 0 anonimowych