Przez jakieś dwa lata byłam intensywnie zachęcana, wręcz namawiana, do poznania DM. Okropnie się wzbraniałam. Znałam kilka utworów Enjoy The Silence, Dream on, Freelove, Personal Jesus... czyli utwory, które znają prawie wszyscy. I co? I Dosłownie NIC. Nie zachwycali mnie, czasami męczyli, nudzili i denerwowali. Potem znajomy przesłał mi jeden kawałek po ktrórym... doznałam

Trafił 'In your room' w dziesiątkę. Była to inna wersja utworu, nie ta którą możemy usłyszeć na Songs Of Faith And Devotion. (Niestety ją straciłam i teraz już nie mogę nigdzie znaleźć.. hm.. może ktoś z Was wie o czym mówię i ma ten utwór?

).
Potem poznałam cały album Songs Of Faith And Devotion i bardzo mi się spodobał. Potem Ultra. I kolejne doznanie. Przez jakiś (dość długi) czas był to mój ulubiony album. Barrel Of A Gun, Home, It's No Good, Useless, Sister Of Night - chłonęłam dosłownie wszystko. W międzyczasie poznawałam kawałki z różnych singli i też je pożerałam... Potem Violator, 101...
Teraz jestem na etapie wracania do DM od czasu do czasu (np. dzisiaj

). Chyba się nasyciłam,ale nadal bardzo bardzo lubię. No i mam sentyment do wielu utworów...
Nigdy nie byłam na ich koncercie, wielka szkoda, żałuję ;] Od dawna chcę się wybrać na imprezę DM. Podobno są rewelacyjne (hm.. chyba Małgosia o tym wspominała niejednokrotnie

) Podejrzewam,że imprezy DM są mniej dziadowate (oż, bardzo być może, że właśnie wywołałam burzę

) niż jutowe

. No cóż.. muszę się wybrać i przekonać na własnej skórze.
To tyle.