Skocz do zawartości


Zdjęcie

XTC - Apple Venus Volume 1


  • Please log in to reply
22 replies to this topic

#21 anton

anton

    .

  • Members
  • 1310 Postów
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:Poznań

Napisano 09 marzec 2010 - 16:31

Czas na mnie żeby napisac ci tu recke.

Nie wiem za bardzo jak się do tego zabrac. Bedzie to po prostu kilka luźnych odczuc.

Podobno mówi się że Republika to polski odpowiednik XTC, prawda to?
Jeszcze ciekawostka: byłem w Swindon, skąd zespół pochodzi, jak jechałem na U2 do Cardiff! :)

OK. sooo...
Również jak wielu ludzi forumowych mam słabośc do muzyki brytyjskiej, a ten album TAK mi się kojarzy z klubem samotnych serc sierżanta pieprza, ŻE TO SZOK NORMALNIE!
Muzyka nieprzełomowa, ale przyjemna. Mam wrażenie, że ten album dla nich to takie ATYCLB dla U2, am I right?
Przypadły mi do gustu - River of Orchids, Frivolous Tonight (to chyba McCartney napisał) i Green Man - intrygujące.

BTW. Green Man to jest bardzo ciekawa historia. Jak będziecie w byle jakim kościele w Anglii to zapewne znajdziecie tam rzeźbę Green Mana, wygląda jak taki mały chochlik, czy goblin, łotewa. Z tego co słyszałem, reprezentuje on bóstwa celtyckie, których anglosasi nie chcieli do końca się pozbyc, więc wciskali go w jakiś kąt w nowym kościele, żeby nie było!

Nie przypadło mi do gustu Knights in Shining Karma - blee.

Ogółem, lubię tzw. baroque pop, co tu poradzic... ;P
Dzwoneczki i inne pierdółki mi nie przeszkadzają, przyjemne.
Nie wiem, co więcej napisac. Płyta jest po prostu łagodna i przyjemna.
Chyba sobie ją wgram na Ipoda, na zbliżającą się podróż autokarem (brrr...) do Londynu - tak jakoś pasuje...

W mojej skali

6.5/10

#22 el_f

el_f

    Użytkownik

  • Members
  • 1967 Postów
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:a different city

Napisano 09 marzec 2010 - 23:39

Dobra. Wreszcie się zebrałem, czas goni ;) to też napiszę.

Na wstępie zaznaczę, że nie miałem do tej pory okazji szerzej zetknąć się z twórczością XTC, więc moja ocena będzie również raczej intuicyjna, skoncentrowana na 'wrażeniach artystycznych'. Co nie znaczy że nie mam pewnych swoich spostrzeżeń, część z nich może być nietrafiona, ale co tam. :P

Nie miałem ochoty analizować tej płyty 'piosenka po piosence', ale inaczej w tym wypadku chyba się nie da. Owszem, są pewne punkty wspólne (głównym czynnikiem spajającym wydają się być tutaj rozbudowane harmonie wokalne, do których w taki czy inny sposób zmierza niemal każda piosenka), ale różnorodność pomysłów jest tak duża, że trzeba to rozłożyć na czynniki pierwsze. No to jedziemy.

River of Orchids to być może najlepszy możliwy wstęp do albumu. Powoli rozwijający się wielogłosowy wokal i drobne smaczki (plusk wody) dość dobrze podpowiadają, z czym będziemy mieli do czynienia. Skojarzenia oczywiste: Beatlesi, ale też Yes (sposób śpiewania tytułowej frazy kojarzy mi się z Siberian Khatru). Kolejne dwa utwory utwierdzają w przekonaniu, że jest to jak najbardziej trop trafny, a w Easter Theatre dochodzi bogatsze, orkiestrowe instrumentarium, znów przywodzące na myśl trochę Beatlesów, pojawiają się też akcenty nieco bardziej egzotyczne. Są to jednak piosenki dość łatwe, ale też nieco 'wymuszone', szczególnie jeśli chodzi o wokal - tylko refren tego drugiego niesie ze sobą jakąś ciekawszą melodię (i znowu słychać Yes w chórkach, prawda?).

W ogóle niedobór porywających melodii to mój największy zarzut w stosunku do Apple Venus, vol. 1 (a to przecież płyta pop). Ale idźmy dalej.

Knights in Shining Karma to jakby spotkanie Simona & Garfunkela z akustycznym wcieleniem Jimmy'ego Page'a (plus dalekie echa Genesis). I niby tylko tyle, ale jednak jest parę ciekawych momentów. Jakieś dzwoneczki, stukanie, wszystko to w połączeniu z wokalem (cały czas te 'brit-popowe' harmonie, to zaczyna powoli męczyć) nie może nie kojarzyć się z tym co dzisiaj robi np. Animal Collective. Frivolous Tonight to niestety dla mnie totalna masakra, nie wiem, może tak miało być, jest to pewnego rodzaju pastisz, ale ja słysząc tą piosenkę widzę czołówkę bajki dla dzieci, ewentualnie "Świata wg Bundych", nic na to nie poradzę. Mocny sygnał, że XTC na tej płycie nieraz nas jeszcze zaskoczy. Greenman to zdecydowanie nr 1, chyba jedyny prawdziwy 'przebój' na albumie. Bogata aranżacja - orientalna melodia, bardzo dobra linia wokalu, do tego ten nieco 'afrykański' rytm (a w tle co? coś jak... sprężynki! skąd my to znamy?). Dużo się tu dzieje, przy czym cała atmosfera utworu jest dość 'bajkowa'. Następny Your Dictionary zaczyna się jak ckliwa ballada Nirvany, ale już pierwsze słowa (w ogóle dobry tekst) pokazują że mamy do czynienia z zabawą konwencją. Cóż z tego, skoro skutecznie (mimo że sama piosenka rozwija się w niezłym kierunku) zaburza to atmosferę stworzoną przez poprzedni kawałek?

I to mój kolejny zarzut: brak jakiejś ciągłości, sensu. Nie wiem, może w warstwie tekstowej jest tu jakiś koncept, przyznaję że nie wgłębiłem się w nią zbytnio, jednak nawet to nie uzasadnia aż takiego rozrzutu stylistycznego. Często o takich płytach mówi się "spójna mimo różnorodności", niestety Apple Venus to nie dotyczy. Jedziemy dalej.

Fruit Nut raczej do zapomnienia, znowu brzmi to trochę jak lekko tandetna muzyka filmowa (to samo tyczy się następnej piosenki). Trochę ciekawych 'smaczków', niemniej jednak cała płyta zaczyna coraz bardziej trącić kiczem. Harvest Festival to powrót do punktu wyjścia, przypomnienie jak ta płyta się zaczynała, niejako podsumowanie pewnej psychodelicznej podróży. Jest tu coś z klimatu objazdowej orkiestry czy cyrku, sielskiej atmosfery letniego pikniku (flet). Logiczną kontynuacją jest zamykający płytę The Last Balloon, nieco bardziej patetyczny, ale dobry na zakończenie całego albumu. Przede wszystkim - fantastyczna trąbka (a moment gdy w niezauważalny sposób 'wyłania się' spod wokalu - genialny!), ale jest tu też coś z piosenki aktorskiej.

Podsumowując - dużo się tu dzieje, ale niestety płyta jako całość chyba się nie broni. Z drugiej strony, mogłaby być np. soundtrack'iem do jakieś szalonej opowieści (właśnie, Monthy Pyton!) - ze względu na wyraźnie 'filmowe' aranżacje orkiestry, ale też na infantylizm niektórych piosenek, czy w ogóle znaczny rozrzut stylistyczny. Tak czy inaczej, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że do zrozumienia "Apple Venus" potrzebny jest jakiś 'klucz', którego sam niestety nie znalazłem.

Strona stricte muzyczna też zawodzi, bo jak na płytę pop zbyt mało tu chwytliwych melodii. Paradoksalnie, brakuje instrumentów, ale takich prawdziwych, grających coś konkretnego. Tutaj są one tylko podkładem do wokalu - dominującego nad całą płytą, a niestety z każdym kolejnym utworem coraz bardziej irytującego. Niestety, ocena nie może być za wysoka, chociaż po kilku pierwszych przesłuchaniach byłem skłonny dać nawet siódemkę...

Dołączona grafika

#23 TUFKAK_U2

TUFKAK_U2

    BejsmenT

  • Members
  • 2607 Postów
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:There is no place like home ;)

Napisano 10 marzec 2010 - 10:38

XTC - Apple Venus Vol. 1

Dołączona grafika

7,5/10

Przyznaję szczerze, że nigdy nie słyszałem o tym zespole i nie przesłuchałem ani jednego albumu dlatego też nie będę mógł się odnieść do reszty dokonań panów ze Swindon.

Delikatny plusk wody; później wkraczają szarpane dźwięki instrumentów smyczkowych, a z czasem również dętych. Tak zaczyna się pierwsza kompozycja River Of Orchids. Mamy w niej także przyjemne jakby "afrykańskie" zaśpiewy (River of orchids winding my way / Want to walk into London on my hands one day). Ambitnie się zaczyna, ale później klimat staje się bardziej wesoły i ciepły. Świetna pieśń i bardzo dobry tekst (próżno szukać na Picaddilly Circus jakichkolwiek śladów flory.)
I'd Like That (Say A Sunflower) to wesoła słoneczna balladka. Pozytywnie nakręca. Czuć w niej atmosferę lata. Fajna partia gitary akustycznej, to klaskanie, nie byłbym sobą gdybym nie napisał, że basik elegancko prowadzi całą piosenkę. ;) Bardzo mi się podoba.
Po letniej sielance atmosfera znów zmienia się o 360 digris. Orkiestrowe intro rozpoczyna melancholijną pieśń Easter Theatre. W środku mamy trochę przesterowanej gitary. Piosenka ma świetny refren oraz znakomite outro! (tu du du du na koniec jest po prostu świetne). O ile poprzednią piosenkę można by było uznać za piosenkę McCartneya o tyle Easter Theatre kojarzy mi się z A-ha. (Może to ze względu na głos Partridge'a przypominający śpiew Mortena Harketa).
Potem leniwie wyłania się Knights In Shining Karma - piosenka trochę jakby folkowa, która przypomina mi bardzo "Brain Damage" Floydów. Inklinacji ze wczesnymi Floydami nie sposób nie zauważyć w następnej piosence. Pan Moulding we Frivolous Tonight śpiewa niczym ś.p Rick Wright. Fajne pianinko, prawdziwie ?frywolny? tekst i nareszcie normalne zakończenie ;) Radosna pioseneczka.
Greenman przenosi nas w klimaty Bliskiego Wschodu. Chociaż myślę, że panowie mogli lepiej dopracować ten "klimat", ale i tak jest ok. Słuchając tej piosenki wyobrażam sobie eunucha prowadzącego piękną kobietę do haremu swojego pana. :D Takie luźne skojarzenia ;) Bardzo dobre jest orkiestrowe outro w tej piosence. Widać, że orkiestracje są na tej płycie bardzo dobrze zaaranżowane. Koniec jednak letnich lewitacji gdzieś nad pustynią. Zostajemy sprowadzeni na ziemię za pomocą Your Dictionary. To jedna z najlepszych piosenek na płycie. Tu pan Partridge znowu śpiewa jak Dave Gahan (bardzo uniwersalny ten chłop ! Od Rogera Watersa do Dave Gahana no no ! :P ). Bardzo dobry tekst, przyjemna partia klawiszy w środku... no i przychodzi koniec... te gówniane dzwoneczki w ogóle tam nie pasują !
Następnie mamy Fruit Nut - 2 i ost. piosenkę pana basisty na Apple Venus vol. 1 - ale ta jest już trochę zbyt przaśna i tandetna (?). Taka se piosneczka-zapychacz, którą mogli sobie darować.
Kolejną bardzo ładną kompozycją na tej płycie jest I Can't Own Her z towarzyszeniem orkiestry (świetnie zaaranżowane partie !). Harvest Festival jest bardzo podobna do poprzedniej pieśni, choć już niestety gorsza. Intro fortepianu, cicho grająca orkiestra... ale jedno mnie zastanawia. Po co te dziwne piszczałki podczas zdania See the children with the baskets i na końcu utworu ??? Panowie mają tendencję do partolenia piosenek takimi niekontrolowanymi dźwiękami (mnie osobiście one irytują).
The Last Balloon to przeciętna piosenka, która zwraca uwagę głównie solówką trąbki pod koniec (świetna!).


No i jak tu podsumować tą płytę ?

Mamy bardzo duży (może trochę za duży) rozrzut. Panowie przechodzą od piosenek patetycznych, podniosłych, powiedziałbym ambitnych do takich sobie ?frywolnych? pioseneczek o pierdołach :P przez co kuleje spójność materiału. Dużo smaczków, orientalnych klimatów i niestety "przeszkadzajek" (dzwoneczki w Your Dictionary - poroniony pomysł !). Panowie są chyba wielbicielami wszelkiego rodzaju roślinek bo od nazw kwiatów, owoców i warzyw aż się roi ! (Początek płyty idealnie umili czas podczas wiosenno-letnich prac ogrodowych :P) Uwagę zwracają dobrze zaaranżowana orkiestra oraz partie wokalne. XTC "zjeżdża" na Apple Venus vol. 1 z wielu zespołów, co jednak nie jest zarzutem. Produkcja też jest świetna - brzmienie nie wskazuje na to, że płyta powstała w 1999 roku ! Bardzo dobre posunięcie ! Mocnymi stronami albumu są River Of Orchids, I'd Like That (Say A Sunflower), Easter Theatre, Greenman i Your Dictionary. Natomiast można było sobie darować Fruit Nut i The Last Balloon. Spokojna, wyciszona płyta, która kojarzy mi się z latem w Londynie. Zgodzę się z El_f o coś im chodzi, chcą coś przekazać ale nie wiadomo jak to odczytywać? Będzie miło kiedyś wrócić do tej płyty !

P.S. 1 Sorry, że nie napisałem recenzji w terminie, ale za późno się zorientowałem z tą całą recenzyjną hecą i wyszło tak jak wyszło? Poza tym miałem wczoraj próbę z 2 nowymi bębniarzami (nareszcie ktoś się znalazł!)

P.S. 2 W związku z powyższym recenzja nie wyszła mi za bardzo, ale postaram się następnym razem? chociaż nie będzie łatwo bo Sikora przywaliła z glana :D

P.S. 3 Naprawdę zaciekawił mnie ten zespół ! (ciągle chodzą mi po głowie River of Orchids i Easter Theatre) Jeżeli Apple Venus 1 nie była ich szczytowym osiągnięciem, to zdecydowanie warto sięgnąć po resztę dyskografii ! ;)

To by było na tyle ;)




Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych