
Ten Album powinien nosić nazwę XTCs Tribute to British Music.
Album wspomnień, skojarzeń i researchów. Pamiętam jak słuchając po raz pierwszy kawałka Eleanor Rigby pewnej brytyjskiej kapeli, zastanawiałem się czy tak wyprodukowany mógłby być cały, spójny, nie ociekający przesadnym patosem album. Orkiestracja która nie przytłaczałaby kawałków nadając im jednocześnie jakąś tam głębię, nie gubiąc przy tym ducha rock-n-rolla. Zapuściłem Apple Venus vol.1 i doszedłem do wniosku że tak.
Na początku zaznaczę, że jestem zakręcony na punkcie sceny brytyjskiej, a ten album britem zalatuje mi na kilometr. Genialna melodyka i jakaś taka ogólne radość bijąca z tych nagrań sprawiła, że naprawdę słuchałem tego albumu z przyjemnością. Bez nadęcia, spiny i ogólnego poczucia obowiązku czekałem na kolejne numery (tak, czekałem). Harmonie przypominające Beach Boys wręcz rozpływały się w głośnikach. Sama klamrowa budowa River of Orchids (plusk wody) zachęca i sprawia wrażenie, że możemy się tutaj doszukiwać czegoś więcej niż tylko piosenek ułożonych przypadkowo. Generalnie brzmieniowo album wręcz się mieni niczym pawie piórko na okładce. Słuchając Id like That przypomniała mi się Screamadelica, za to Green Man hinduska stylizacją narzuca mi ponowne wspomnienie o Revolverze. Your Dictionary to w ogóle jeden wielki hook, mimo tego średniego mostku z dzwonkami, został w głowie od razu. Nie powiecie że zestawienie Em D6/F# G5 D5/A nie jest klawe? Przyznajcie się ilu z Was później tego nie zanuciło? BTW wokal wybitnie Gahanowy. Eye-weter pierwszej klasy. Fruit Nut brzmi jak odrzut z Sierżanta Pieprza. I cant own Her jak strona B z Pet Sounds Dwa ostatnie numery są powieleniem owej tradycji.
I tu dochodzimy do krawędzi - Ive Heard it All before. Praktycznie do każdego numeru mogę wskazać jego bezpośrednią inspirację. Czy to źle? Raczej nie. Ale jest to wskazówką, iż nie jest to dzieło innowacyjne. Frajda ze słuchania i ogólnie pleasure ? jak najbardziej. Tylko, że tutaj bawimy się w recenzentów. A to nakazuje krytyczne spojrzenie na album. Ten daje tylko (aż) frajdę. Czy to mało? Skądże. Śmiem twierdzić, że to jedna z najważniejszych rzeczy jeśli chodzi o muzykę w ogóle. Tyle, że tu oceniamy przez pryzmat epokowości. A ten album epokowy nie jest, inspiracją dla przyszłych pokoleń nie będzie gdyż sam jest jedną wielka inspiracją.
Nie ustaliliśmy jeszcze skali. Jeśli przyjmiemy dziesiątkową daję temu albumowi w pełni zasłużone 7/10
Na pewno jeszcze do niego wrócę. Jeśli nie do całości to do kilku kawałków z pewnością.



















