6!
Ale mnie tu długo nie było… hoho… no będzie jakieś 2 lata, 2 i pół może nawet.
Nie żebym się miał zaraz tam tłumaczyć, z resztą wiadomo – jak nie życie i Brunetki/Blondynki – to awaria tutejszego serwera (chyba dalej się objawiająca). Well, anyway – jestem.
Dlaczego jestem? Otóż – wyobraźcie sobie, że te cztery dziady wydały EPkę… która jest czegoś warta!
Niezwykle miło mi się słuchało, bo i muzycznie jest całkiem ślicznie i (co mnie chyba bardziej nawet cieszy) tekstowo jest bardzo-bardzo-bardzo. Pomijam ‘niespodziankowalność’ wydania tego mini-albumu; po prostu muzycznie/lirycznie – jak za dawnych czasów.
Nie będę się tam nad każdym kawałkiem rozpisywać, bo to nie ten wątek – więc może od razu przejdę do rzeczy.
Otóż – dla przypomnienia – według Wielkiego Słownika Wierciocha- wyodrębniamy dwa rodzaje tłumaczeń, no, raczej trzy.
- Tłumaczenia – mniej lub bardziej wierne.
- Przekłady – o, tu wierności mniej, zasady gramatyczne gdzieś tam lekko na bok schodzą – za to na pierwszy plan wyłania się głęboki przekaz „co autor miał na myśli”.
- Tłumaczonka – to jest kategoria autorska. Pomieszanie jednego z drugim, z naciskiem na to czwarte To moje przemyślenia, moje wspomnienia, moje przeżycia, radości i smutki. To moje rozmowy z samym sobą, przeszłością i przyszłością. Oczywiście solidnie oparte w meritum oryginału jak i w historii zespołu, historii cywilizacji i tym czym dziś świat żyje.
Dobra, lecim z koksem, bo mi bateria w lapku siada i kot miauczy dopominając o porcję codziennych pieszczot.
„One Life At A Time” – tak jak i pozostałe kawałki z EPki mają dość bogato opowiedziane tło (a przynajmniej solidnie streszczone) przez sam zespół.
Zatem z jednej strony co tu dorabiać historie mniej lub bardziej (nie-)stworzone, a z drugiej – no nie byłbym sobą i nie robił tłumaczonka.
Zatem mamy tu historię luźno opartą o życie Awdah Hathaleen’a – palestyńskiego nauczyciela angielskiego, ojca rodziny – zabitego przez izraelskiego osadnika w czasie (grząskie terytorium) ‘przejmowania’ ziemi należącej do jednych, a przez drugich uważanej za im należną. Celowo skracam i pomijam następstwa, nie mówiąc o przyczynach konfliktu… no bo kiedyś już ktoś napisał „Noc bez snu, ja głowę łamałem by / Prosty tytuł opisał człowieczy zawiły byt.” Myślę że każdy z nas ma wyrobione zdanie na temat odwiecznego konfliktu w tym rejonie świata – więc każdy niech sobie te przemyślenia w tekst wklei. Myślę że… niektórym będzie łatwiej czytać, niektórym trudniej.
Zatem postarałem się (w sumie to Bono) odejść od polityki – ani słowo wprost takie tutaj nie pada, ani zwrot nie sugeruje jakiejś wielkiej, dziejowej sprawiedliwości czy maczania palców przez wielkich i możnych.
Mamy tylko grę słów, mamy (w tyle głowy) tło historyczne i opowieść o tym, jak jedni chcą aby ci drudzy odeszli „jeden po drugim”.
Odeszli to eufemizm, oczywiście.
W tekście mamy autora wypowiadającego się w pierwszej osobie – zwracającego się do… do kogo… do strony przeciwnej? Do Boga? Do sumienia świata? Do oferujących naiwne recepty i „złote riwiery”? No właśnie – ja nie wiem do kogo on się zwraca. Może do mnie? Może mnie pyta, czy nie jestem naiwny, sądząc, że to można łatwo rozwiązać? Może to Ciebie, albo nas pyta, czy nie warto jednak zwolnić, przystanąć, zrobić krok do tyłu, podać rękę i zacząć jeszcze raz, bez obaw, uprzedzeń ale i bez naiwności, za to z chęcią do realizacji wspólnych marzeń i wysłuchania swoich obaw.
Mamy jeden cytat z Biblii, już kiedyś wykorzystany przez U2 – list świętego Jana i (nieprzetłumaczalne z zachowaniem nawet namiastki sylabizowania): „W miłości nie ma lęku, lecz doskonała miłość usuwa lęk”; a idąc dalej: „Jeśliby ktoś mówił: Miłuję Boga, a brata swego nienawidził, jest kłamcą.”
Kogo by nie pytał – jednak utwór ma posępną wymowę – bo nie tylko nie udziela wprost odpowiedzi jak ten problem rozwiązać – chyba że właśnie kluczem jest ta Miłość - ale też wskazuje na (na dziś) bezsilność nas samych… wobec przez nas stworzonego problemu.
Oby… oby… jednak odnalazła się w nas ta miłość doskonała.
Jedno życie na raz
Ile to jest dość?
Zło lub dobro – wybór Twój
Świat odnajdzie rytm
Jedno życie na raz
Kolejne i wciąż
Więcej
Więcej
A nas ciągle mniej
Popatrz tam
Widzisz to co oczy widzieć chcą
Gdy upadasz możesz zranić się
Więcej wiesz niż zdawać może się
Co odczuwasz świat Twój kształtuje
Na mapie widzę ziemi naszej ślad
Tak to było
Mówisz, że chcesz ocalić świat
No dalej, jak więc zrobić to?
Że w nocy dziś wybawisz nas
Mówisz, że chcesz wybawić świat
Że miłość grozę zwycięża
Tak, lecz czy możliwe to jest tu?
Musiałby się wydarzyć cud?
Czyjś los
Świeca życia
Gaśnie znów
Pustka
To nie zło?
Winny kto?
Popatrz tam
Co miłujesz – sama pragniesz mieć
A kupujesz – co Ci wcisnąć chcą
Twa nadzieja w snach objawia się
Twe marzenie – celem stanie się
A lekką duszę przynieść mogą Ci
Te zmiany, co dziś ch trzeba Ci
Gdy serce słucha – rozum może gnać
Czas zamiast mijać – czeka nas
By spojrzeć sobie twarzą w twarz
Bezpieczny dom ma życie swe
By burzę przetrwać wiarę miej
Wiarę miej
Więc zbawić świat to jest Twój cel
Powiedz więc jak zrobić to?
Ocalić nasz świat dzisiaj w nocy chcesz
Że uratować co się da
By strach miłości ustąpił
Lecz jak to się ma zdarzyć, jak?
Czy cud musiałby zdarzyć się?
Mojra
Raz po raz zrywa
Życia nić
Lecz gdy praw tu żadnych, to
Zła też brak?
pozdro, Wiercioch











