Lovetown Tour - 1990-01-10 Rotterdam, Netherlands - Sport Paleis Ahoy
Specyfikacje techniczne:Bootleg z tego koncertu ukazał się w 10 różnych wersjach (nie mylić z 10 różnymi źródłami). Na dzień dzisiejszy znam dwa źródła - pierwsze to nagranie pochodzące z bootlega "All I Want is U2" (audience), a drugie (również audience) zostało stworzone przez tapera Marcela Andersa, który wypuścił je w lipcu 2010 roku, przesyłając nagranie do Marka W., mieszkańca San Francisco, który z kolei puścił taśmę dalej i w ten sposób wylądowała na U2Torrents w tzw. "1st generation tape". Podejrzewam, że pozostałe osiem wersji, to jedno i to samo nagranie, krążące po świecie pod różnymi nazwami bootlegów.
No ale na warsztat bierzemy bootleg "All I Want is U2". Niestety nie wiadomo po dziś dzień czym został nagrany dźwięk, ale nie ulega wątpliwości, po przesłuchaniu nagrania oczywiście, że jakość jest bardzo dobra.
Generalnie bootleg oceniany jest na:
excellent audience i w zasadzie z tym stwierdzeniem trzeba się zgodzić. Świetnie słychać cały zespół, może troszkę dźwięk jest 'dudniący', ale w światku bootlegowym to nagranie jest często dużo bardziej cenione niż niektóre suche soundboardy. Trzeba zwrócić uwagę na kapitalnie brzmiącą publiczność. Jak się słucha tego koncertu, odnosi się wrażenie uczestnicwa w tym zacnym wydarzeniu - wypełniona do granic możliwości, mała jak na ówczesne czasy hala sportowa, szeroka scena, pod spodem i u góry kolorowej sceny olbrzymi napis "Lovetown Tour" (scenę zaprojektował chilijski artysta Rene Castro, którego zespół poznał w trakcie "Conspiracy of Hope Tour"), zespół u szczytu swoich możliwości wokalno - muzycznych, klimat początku 90's... Słychać od czasu do czasu rozmowy fanów, ale zupełnie one nie przeszkadzają, ba, dodają tzw. 'smaczku'. Wszyscy śpiewają! Nie tylko refreny. Drażnić może jedynie nie synchroniczne klasaknie na riffie Edge'a w "Where The Streets Have No Name".Używając modnej, dzisiejszej nomenklatury - ten bootleg zaliczamy do tzw. 'must have'.Wydała go w 1990 roku, dość słynna w tamtych czasach, przeżywająca zloty okres właśnie w latach 90, włoska wytwórnia (tłocznia - chyba bardziej właściwe słowo) - Red Phantom. Wypuściła kilka bootlegów U2, ale także Madonny, Depeche Mode, R.E.M., Lou Reeda czy The Cure. W drugiej połowie lat 90, zwinęła żagle i padła.
Przed koncertem:
Jak dobrze wiemy, był to koncert kończący krótką trasę Lovetown Tour, obejmującą Australię, Nową Zelandię, Japonię oraz Europę, w sumie dwa legi. Ostatni koncert I części trasy odbył się 1 grudnia 1989 roku w Osace (swoją drogą powstał z tego wydarzenia świetny bootleg "Freedom Of The Spirits", który może za tydzień opiszę), po czym zespół przetransportował się na Stary Kontynent i 11 grudnia zaczął europejską część trasy koncertem w słynnej Palais Omnisports De Paris Bercy. Trasa miała tylko odbyć się w Australii, Nowej Zelandii i Japonii, ale zespół zdecydował, że dla czystej przyjemności pożegna jakże dla nich szczęśliwą dekadę lat 80 razem z europejską publicznością. Po dwóch paryskich koncertach, trzech dortmundzkich (miasto to wybrano ze względu na największą halę - Westfallenhalle - 16,5 tys.), nadeszła pora na trzy występy w Amsterdamie, potem trzy słynne dublińskie noce noworoczne i kończymy z tym wszystkim. Mamy więc zespół w Amsterdamie, bilety na trzy koncerty w tym mieście poszły w mgnieniu oka (18, 19 i 20 grudnia), ale również w mgnieniu oka posypał się głos Bono, który odmówił posłuszeństwa już na pierwszym koncercie. Skończyło się na 16 utworach (po "Pride" zdecydowano zagrać "40" i po nieco 70 minutach zespół zszedł ze sceny - słynny bootleg "Amsterdam XXX", który też w niedalekiej przyszłości postaram się opisać).
Oczywiście zwrócono pieniądze za bilety na dwa pozostałe występy oraz obiecano, że zespół zrehabilituje się Holendrom, dokładając aż 4 koncerty tuż po serii dublińskiej z grudnia 89/90. No ale to w zasadzie inna historia z tym koncertem Amstrdamskim, może innym razem.Kończy się koncert w Dublinie z 31 grudnia na 1 stycznia, zaplanowany jako ostatni na trasie Lovetown Tour, no ale słowo się rzekło i trzeba się jeszcze pofatygować do Holandii.Wybrano miasto portowe - Rotterdam, w którym odbyły się aż 4 koncerty na początku stycznia 1990 roku. Wszystkie szczególne, wszystkie świetne, wszystkie warte wspominek, ale na pierwszy ogień przeanalizujemy ostatni - ten z 10 stycznia 1990 roku.
koncert:Koncert odbył się w słynnej hali Sport Paleis Ahoy, mieszczącej 9,5 tysiąca osób (tyle też się zjawiło na wszystkich 4 koncertach). Na supporcie B.B. King z zespołem o czym wszyscy dobrze wiemy. Warto zaznaczyć, że na tej trasie praktycznie każda noc była inna niż poprzednia (nie to co dzisiaj...). Grając po 6 koncertów w Sydney, zmiany setowe same się narzucały. Tak i też było w Rotterdamie - Czwarty, ostatni koncert na trasie, żegnajacy stare, 'rockowe' U2, w potarganych jeansach, rozchełstanych koszulach, długich włosach, z silnym "spirit of 80's", owiniętych amerykańską flagą i dźwigających spuściznę "The Joshua Tree" z dylematem 'jaki kierunek swojego muzycznego żywota teraz obrać?', zgromadził publiczność z całego świata, która na własne oczy chciała uczestniczyć w zakończeniu pierwszej, magicznej ery zespołu, przeczuwając, że sam koncert będzie czymś wyjątkowym. Jak mówią źródła - przybyło sporo narodu z Australii oraz USA.
Okres dla zespołu nie był łatwy - Adama niedawno złapano wraz z członakmi zespołu Hothouse Flowers z 19 gramami trawy pod pubem Blue Light w Glencullen pod Dublinem (nie mógł od sierpnia 1989 roku opuszczać granic kraju, uratował się 25 tys. $ kaucją), małżeństwo Edge'a z Aislinn wisiało na włosku, Bono miał problemy z głosem, a Larry cały czas kręcił nosem na wybór nowego kierunku, w którym mieli zacząć podążać po zakończeniu trasy.
No ale wyszli i zagrali:
Bullet The Blue Sky
Desire / 1969 (snippet) / So You Want To Be A Rock 'n' Roll Star (snippet)
All Along The Watchtower / In God's Country (snippet)
Slow Dancing
All I Want Is You / Sexual Healing (snippet)
On The Road (snippet) / Where The Streets Have No Name
I Will Follow
I Still Haven't Found What I'm Looking For / Exodus (snippet)
People Get Ready
Bad / Norwegian Wood (snippet)
Van Diemen's Land
New Year's Day
Pride (In The Name Of Love)
encore(s):
Angel Of Harlem
When Love Comes To Town / In The Midnight Hour (snippet)
Love Rescue Me
11 O'Clock Tick Tock
Out Of Control
40Dwie godziny przed rozpoczęciem, Bono wyszedł tylnym wejściem do hali i porozdawał trochę autografów. Zaczęto nietypowo, bo od "Bullet The Blue Sky", no ale jak już wspomniałem, starano się urozmaicać każdy występ, szachując openerami. Warto zaznaczyć, że w trakcie tego utworu, na scenie pojawiło się trzech panów technicznych, którzy trzymali reflektory i na wzór Bono, który świecił sobie na Edge;a, panowie kierowali strumienie światła na każdego członka zespołu. Ponadto były wiadra (!) z konfetti, które sypano z góry sceny. Mało tego, Bonias z backstage'a wyciągnął rower na ktorym pojeździł trochę po scenie, później z niej zeskoczył, i nie zatrzymując się, przebiegnął wzdłuż pierwszego rzędu przybijając ludziom 'piątki'. Na scenę nie wrócił, dopóki reszta zespołu nie zaczęła przygrywać "Desire". Na snippecie rewelacyjne "1969" oraz już po zakonczeniu utworu, kiedy wszyscy myśleli, że zespół przejdzie do kolejnego kawałka, zaczęto grać dalej (oczami wyobraźni można zobaczyć dyrygującego Boniasa, który każe Larry'emu nie przestawać grać

i mamy kolejny snippet zespołu The Byrds - tym razem "So You Wanna Be a Rock&Roll Star", który Zbych w swojej desireologii szczegółowo opisał, więc tutaj nie będę się rozwodzić. Uwagę należy zwrócić na dynamiczną grę Edge'a z licznymi przygrywakami solowymi w tym utowrze. To była ewidentna zabawa z instrumentem. Dzisiaj mamy wszystko wyliczone do setnych sekund, metronomy, odliczania w odsłuchach, bo nie wolno się spóźnić, trzeba iść za setem, bo zaraz będą światełka puszczone, itp. Hmmm... szkoda.
Na "Desire" w ramach ciekawostek - tuż za sprzętem koło perkusji przygrywał na bębnie Sam O'Sullivan (technik Larry'ego) co bardzo dobrze widać na nagraniach video z tego okresu. Przyznam, że dość komicznie to wyglądało:)
Na "All Along The Watchtower" zapodano fragmentem "In God's Country", po czym zespół przeszedł do "Slow Dancing",, które zostało zapowiedziane jako 'new song' przez Bono (debiut w Osace) i zadedykowane Williemu Nelsonowi - twórcy utworu.
"All I Want is You" z tego koncertu uważane jest za jedno z najlepszych wykonań w całej historii koncertowania naszych pupilów, więc warto się przusłuchać. Na snippecie, krótkie "Sexual Healing" Marvina, no i wykrzykiwane You! przez publiczność.
Wszystko zgrabnie przechodzi w "Where The Streets Have No Name", zapoczątkowane recytacją kilku wersów przez Bono z noweli "On The Road" Jacka Kerouac'a:
I shambled after as I've been doing all my life after people who interest me, because the only people for me are the mad ones, the ones who are mad to live, mad to talk, mad to be saved, desirous of everything at the same time, the ones who never yawn or say a commonplace thing, but burn, burn, burn, like fabulous yellow Roman candles exploding like spiders across the stars and in the middle you see the blue centrelight pop and everybody goes "Awww!"
Oczywiście słowo w słowo Bono nie cytuje, tylko swoim zwyczajem modyfikuje w/w słowa.
"I Still Haven't Found What I'm Looking For" zapowiedziane w języku tubylców, na końcu Marleyowskie "Exodus". "People Get Ready" zapowiedziane jako utwór, który "chciałbym napisać" przez Bono, w trakcie którego zgodnie z tradycją, odbyły się poszukiwania człowieka z publiczności, posiadającego umiejętność gry na gitarze. "The future belongs to those who take it. Anybody out there like to take my guitar?" Po 'dłużej' chwili udało się, a szczęśliwiec został okraszony mianem Boba Dylana przez MC wieczoru.
Następnie poleciało ponad 8 minutowe "Bad" z rozbudowaną partią gitarową Edge'a pod koniec utworu, która wypadła niesamowicie. Oczywiście nie obyło się bez snippeta - tym razem padło na "Norwegian Wood". Panowie poszli na piapierocha, do akcji wkroczył Edge z "Van Diemen's Land".
na "New Year's Day" nie mogło oczywiście zabraknąć lekkiej wzmianki o "czasach, które teraz się zmieniają". Ponadto Bono przedstawił towarzystwu skład zespołu.
Przed "Pride", które raczej niczym się nie wyróżniło, zostało nawet zagrane w strasznie wolnym tempie, Bono powiedział, że "audience is much noisier than the band and that's the way we like it!"
I w ten sposób skończył się set główny.
Później na scenę wkroczył zespół dęciaków B.B. Kinga - no i mamy klejny żarcik Boniasa: "god bless rock & roll, the old encore thing is a great invention, what do you say? You need that five minutes to get your shit together, you know what I mean? Let's party!"
Mamy później 9 minuotwy odsłuch "Love Rescue Me", na którym Bono mówi, że napisał ten utwór dla Boba Dylana, jego bohatera, a potem już poleciało: dla B.B. Kinga - mojego bohatera, Edge'a, Larry'ego, Adama - moich bohaterów, Sama O'sullivana, Joe O'Herlihy, Petera Williamsa (gość od świateł) - moich bohaterów. Aż w końcu powiedział: "There's a man hiding down there, Paul Macgiuness, he's a hero of mine". Wyliczanka osob trwała i trwała, no i na końcu padły jeszcze słowa ku uciesze publiki - "And while we're at it you're all fucking heroes of mine!". Po utworze kolejna przerwa, mamy powrót i "song that we haven't play for a while" i poleciało "11 tick tock o'clock"! Zagrane energetycznie, podobnie jak "Out of Control", które poleciało później, W trakcie piosenki Bono wziął wiadro pełne wody, trochę wypił, resztę wylał na publiczność. Jak widać zostało mu to do dzisiaj.
Koncert zakończono niczym innym jak "40", które również znajduje się w licznych zestawieniach i rankingach fanowskich, najlepszych wersji koncertowych tego utworu. Mamy więc piękne, wolne dźwięki Adama, leniwe klepanie Larry'ego oraz charakterystyczny bas Edge'a no i oczywiście Boniasa, który w pewnym momencie krzyczy "Love is coming!". Publiczność śpiewa, Larry gra 35 sekundowe solo i potem wszystko się niestety kończy.
Jak ktoś ładnie kiedyś napisał o tym ostatnim koncercie, zamykającym pewien rozdział w karierze U2 -
A magic gift from the past to welcome the early Nineties. Jeden, a w zasadzie kilka z symboli trasy Lovetown Tour - harmonijki Boniasa:
