Skocz do zawartości


Zdjęcie

Serge Gainsbourg - Historie de Melody Nelson


  • Please log in to reply
13 replies to this topic

#1 Mirbalman

Mirbalman

    Pan Tamburyn

  • Members
  • 1064 Postów
  • Płeć:Mężczyzna

Napisano 20 maj 2010 - 10:10

Dołączona grafika

Album francuskiego barda, komozytora , poety I skandalisty uważany za kwintesencję jego muzycznej działalności, oraz najważniejsze dzieło w jego dorobku. Samego Artystę kojarzycie zapewne głównie z powodu głośnego nagrania Je t'aime... moi non plus nagranego z Jane Birkin (która również udziela się jako kobiecy głos na tym nagraniu).

Samo dzieło jest concept albumem opowiadającym o ( a jakże) romansie.dojrzałego mężczyzny z nastolatką. Nazywany "popowym poematem symfonicznym" (za sprawą wybornych orkiestracji Jean Claude Vannier'a) był i jest powielany przez wielu współczesnych artystów jak chociażby Beck (może dlatego tak ochoczo napisał piosenki na album jego córki), Air, Portishead czy Placebo. Materiał ten był grywany przez Jarvis Cockera, czy The Bad Seeds.

Tyle rekomendacji ode mnie. Zapraszam do wysłuchania

P.S. Jakby ktoś chciałby poznać Serge'a bliżej....

#2 user420

user420

    Użytkownik

  • Members
  • 5213 Postów
  • Płeć:Mężczyzna

Napisano 20 maj 2010 - 13:39

Posluchamy, zobaczymy, coz to ;-)

#3 Doty

Doty

    Użytkownik

  • Members
  • 771 Postów
  • Płeć:Kobieta

Napisano 20 maj 2010 - 13:52

Troche nie na temat ale w zawiaku z powyzszym polecam , jakby ktos byl w posiadaniu, obejrzec tez film Gainsbourg (Vie héro?que).

#4 anton

anton

    .

  • Members
  • 1310 Postów
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:Poznań

Napisano 20 maj 2010 - 16:15

Akurat miałem się zabrac za coś tego słynnego Serża, więc się dobrze składa.
Skoro polecasz tę płytkę, to posłuchamy posłuchamy i coś wyskrobiemy!

#5 Anja.S

Anja.S

    Sajkora

  • Members
  • 3778 Postów
  • Płeć:Kobieta
  • Skąd:Sieradz

Napisano 24 maj 2010 - 16:37

Wielu facetów pewnie się zastanawiało - dlaczego Serż, będąc takim brzydalem, ma same najładniejsze laski? Co sprawiło, że tak piękna kobieta jak Jane Birkin, udawała (a może i nie?) orgazm w studiu nagraniowym? Zastanowię się nad tym. Ale krótko.

Histoire De Melody Nelson posiada odpowiedź, a odpowiedzią jest seks. Płyta wyprodukowana została u szczytu rewolucji seksualnej, która przetaczała się przez Europę. Brzmi jak soundtrack do Emmanuelle. Z resztą, co ja będę się rozwodzić.

Są piosenki, które sprawiają, że od razu człowiek nabiera ochoty. Ta płyta jest do tego skonstruowana.

Dołączona grafika

10 punktów, bo seks jest fajny. - 1 bo mnie irytuje piszcząca Birkin w En Melody.

Dołączona grafika

Zaraz warna dostanę :rolleyes:

Kawa i papierochy


jesteś zwyczajnie niegodziwa. 

 

 


#6 Weronika

Weronika

    Użytkownik

  • Members
  • 2927 Postów
  • Płeć:Kobieta

Napisano 24 maj 2010 - 17:56

właśnie przesłuchałam, podoba mi się, mimo że nie lubię języka francuskiego. no ale jeszcze przynajmniej raz muszę załączyć. ;)

#7 ceres

ceres

    Użytkownik

  • Members
  • 159 Postów
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:Suwałki

Napisano 24 maj 2010 - 18:27

Wielu facetów pewnie się zastanawiało - dlaczego Serż, będąc takim brzydalem, ma same najładniejsze laski? (...)

Bo one wiedzą, że ten brzydal nigdy by z nimi nie zerwał... (czyli jeden problem mniej)

10 punktów, bo seks jest fajny. (...)

W jakiej skali?

Sygnatura...


#8 Anja.S

Anja.S

    Sajkora

  • Members
  • 3778 Postów
  • Płeć:Kobieta
  • Skąd:Sieradz

Napisano 24 maj 2010 - 18:33

Serż był trzykrotnym rozwodnikiem.

Stosujemy punktację dziesiątkową.

Kawa i papierochy


jesteś zwyczajnie niegodziwa. 

 

 


#9 user420

user420

    Użytkownik

  • Members
  • 5213 Postów
  • Płeć:Mężczyzna

Napisano 26 maj 2010 - 21:16

Album jest swietny!

niedlugo tu napisze cos wiecej :)

#10 derka

derka

    Lady with the spinning head

  • Moderatorzy
  • 5014 Postów
  • Płeć:Kobieta
  • Skąd:z krainy Oz

Napisano 27 maj 2010 - 11:20

Mirbal, wielkie dzięki za ten album! Wielka szkoda, że nie umiem języka francuskiego, moje niespełnione marzenie odbija mi się teraz czkawką.
Melody, już na początek świetny kawałek, recytowanie do gitarowych riffów, niezwykłe, a jakże udane połączenie.
Album do słuchania w każdą pogodę, dziś deszczowo, album idealnie wpasowuje się w klimat; pogoda nie rozprasza, więc można się położyć, zamknąć oczy i zatopić się w myśli, marzenia, a w tle ta wspaniała muzyka. W Ballade de Melody Nelson cudownie koi i uspokaja głos pani wokalistki, kolejny utwór Valse de Melody wprowadza trochę niepokoju melodyką skrzypiec w tle; ich gra kojarzy mi się z francuskimi salami balowymi i parami walcującymi po parkiecie. Szybko jednak następuje zmiana klimaty na delikatną gitarę, lecz nadal pozostajemy w nieco nostalgicznym nastroju.
Każda piosenka z tego albumu, według mnie, jest idealna, każda pozwala nam zanurzyć się w inne wyobrażenia, każda podsuwa jakieś obrazy współgrające z melodią, każda piosenka się z czymś kojarzy.
Jak dla mnie- album prawieże idealny, uwielbiam francuską muzykę, cieszę się, że "doszedł" mi nowy wykonawca do słuchania. Album do słuchania, do kochania, do marzenia, interpretacja dowolna.
9/10, bo innego wyjścia nie ma.

There's always a chance as long as one can think
this is music : last

#11 Irish

Irish

    użytkowniczka

  • Members
  • 1574 Postów
  • Płeć:Kobieta

Napisano 27 maj 2010 - 18:49

Wielu facetów pewnie się zastanawiało - dlaczego Serż, będąc takim brzydalem, ma same najładniejsze laski? Co sprawiło, że tak piękna kobieta jak Jane Birkin, udawała (a może i nie?) orgazm w studiu nagraniowym?


Z tego co wiem, Jane Birkin nie była zachwycona pomysłem Serża i non stop się kłócili nagrywając ten kawałek. On wrzeszczał, że ona ma jęczeć, a ona ze stresu nie umiała się wczuć, przez co on wrzeszczał, że ma jęczeć jeszcze bardziej.
Mnie ten utwór osobiście nie zachwyca, ale jakie emocje wywołał w mediach - wszyscy wiedzą :P

#12 Mirbalman

Mirbalman

    Pan Tamburyn

  • Members
  • 1064 Postów
  • Płeć:Mężczyzna

Napisano 29 maj 2010 - 21:21

Z góry polecam bardzo zacny "tribute to Melody Nelson" autorstwa panów z Portishead, gdzie Jane Birkin śpiewa całość utworów.

P.S. Jakby ktoś chciał linkacze, zapraszam na PM.


P.S.2.: Cover utworu tytułowego autorstwa Placebo. Plus - jest po angielsku. W zasadzie zabija to ducha utworu, ale przynajmniej można się dowiedzieć what it means jeśli ktoś nie zna francuskiego. Minus - ekhm...cała reszta....

#13 user420

user420

    Użytkownik

  • Members
  • 5213 Postów
  • Płeć:Mężczyzna

Napisano 01 czerwiec 2010 - 18:38

Jaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaacie!

O maly wlos zapomnialbym o recenzji, a przeciez to jest taaaaaaaaki album. Napisze troche na szybko, no wybaczcie.

Co najwazniejsze- koles jest geniuszem. Poza tym, koles jest geniuszem i w sumie nagral genialny album. Moze za wczesnie jeszcze na takie stwierdzenia, ale taki album nie moze sie nudzic. Wiecie, o czym mowie. Jest wiele albumow, do ktorych wraca sie po latach, jak gdyby wciaz byly czyms nowym. "Histoire de Melody Nelson" z pewnoscia sie do takich albumow zalicza.

Duch tamtych czasow uchwycony w warstwie muzycznej, jak i ...no wokalnej, bo nie moge powiedziec, ze lirycznej. Nie mam pojecia zielonego, o czym poszczegolne teksty traktuja, ale ogolny sens historii rozumiem, bo czytalem troche na ten temat w internecie <palacz>.
W kazdym razie, sa tu smyki, jest softowa perkusja, lekka gitarka nagrywana na jakims starym lampiaku no i wooookal, ktory robi tutaj 50% klimatu.

Najlepszym kawalkiem na plycie jest zdecydowanie Ballade de Melody Nelson.
Plycie daje DYSZKĘ

I kto nie sluchal, ten z policji (hop hop hop)
ale macie jeszcze kilka godzin, dawajcie, dawajcie, mrowa poleca i pozdrawia!

#14 Johnny99

Johnny99

    Nothingman

  • Members
  • 10108 Postów
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:Club Tip Top

Napisano 18 lipiec 2010 - 13:26

Znaczenia tego albumu nie da się zakwestionować, ale jak dla mnie jest to już dziś cokolwiek przestarzałe. Półgodzinny opis pedofilskich fantazji pana w środku kryzysu wieku średniego mógł być ciekawy wtedy, kiedy w pewnym sensie szokował, a w innym wyrażał "ducha epoki". O tym szokowaniu zresztą trudno wypowiadać się jednoznacznie, jako że w związku z panującą obecnie histerią na punkcie pedofilii nie jest wcale wykluczone, że wydanie takiego albumu dzisiaj wzbudziłoby większe protesty. Historia poraża głównie banałem i dość prostacką bezpośredniością: bogaty facet jedzie sobie swoim rollsem jakimś odludziem, potrąca seksowną dziewczynkę na rowerze, pomaga jej, ona mu ulega, potem jest, oczywiście, prywatny hotel, przystrojony rzeźbami Afrodyt (!), w sypialni o nazwie "Kleopatra" (!!) czekają "czarni" z pochodniami (!!!) i nadzy niewolnicy (!!!!), słowem - kabaret pełną gębą, którego dzisiaj już nie da się słuchać na poważnie (ja nie żartuję, tutaj są angielskie tłumaczenia tekstów), ale który, być może, robił wrażenie kiedyś, kiedy jeszcze nie posiadał odpowiednika w kulturze popularnej. Jeśli chodzi o muzykę, składa się ona głównie z klimatycznych "samograjów", będących tłem do recytacji Gainsbourga i paru ładnych piosenek zaaranżowanych na orkiestrę, na zasadzie "Lennon-też-inspirował-się-Sinatrą" - w tamtych czasach był to taki sam niezal, jak dzisiaj są nim zachwyty nad ostatnimi płytami Johnny'ego Casha. Trudno dopatrzyć się tu jakichś usterek, ale to wszystko tak czy owak ma stanowić jedynie inspirację do własnych hmm przemyśleń, a z tym jest, powiedzmy, pewien problem, mianowicie patrz wyżej (lepiej się w wieku 43 lat nie przyznawajcie w towarzystwie, że mieliście "przemyślenia" z udziałem piętnastolatek). Wrażenie dopełnia jeszcze "ekranizacja" albumu, w postaci cyklu teledysków (?) czy musicalu (?), ilustrującego wszystkie piosenki, który można sobie obejrzeć na youtube. Widok Gainsbourga z papierochem na tle fruwających serduszek jest niepowtarzalny, no i te rzeźby, o których opowiada w tekście, też można sobie pooglądać konkretnie, gdyby ktoś miał problemy z wyobraźnią. Najlepszy jest zdecydowanie pierwszy fragment, z klimatem jak z Davida Lyncha (coś mi się zdaje, że Historie to jedna z jego ulubionych płyt), poza tym trzeba przyznać, iż Jane Birkin całkiem ładnie macha włosami. Słowem: to dzieło jest pewnym konceptem, który kiedyś w jakimś momencie musiał zostać zrealizowany i z tego względu trzeba się z nim zapoznać. Zapoznałem się, uśmiechnąłem, wracam do swoich zajęć.




Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych