
Pop. Płyta która sprzedała się źle. Po niej trasa która sprzedała się źle. Ale o czym to świadczy właściwie? Czy o czymkolwiek? I czy naprawdę źle? Ci zadufani w sobie kolesie z portalu porcys.com pisywali kiedyś, że nie celują w jak najszerszą publikę, a w jak najlepszą. Zostawmy porcysia i to co o nim myślimy. Pop jest taką płytą. Celuje w publiczność inteligentną, osłuchaną, otwartą na brzmienie, na nowość, na progres. Pop jest płytą oddającą ducha czasu tak, jak JT oddawała ducha swojego czasu, będąc jednocześnie gdzieś obok, a raczej, ponad tym wszystkim. Zamknięciem niby to trylogii, po AB i Zooropie, a tak naprawdę mi się wydaje, podsumowaniem jej, odsłonięciem kart, tyle że niebanalnym - U2 puściło do swojej publiczności oczko, ale nie wszyscy to wtedy zauważyli, zrozumieli. Pop jest prawdziwym, szczerym U2. Najbardziej od czasów JT. Tyle że chowającym się, mówiącym językiem swoich czasów, który zarazem podważa. Jest albumem odważnym, na pozór gloryfikującym, a tak naprawdę miażdżąco krytykującym wszystko to, czym jest, jaki jest, o czym jest. Jest albumem przewrotnym. Albumem stawiającym pytania, bardzo trudne pytania. Jest albumem o bardzo trudnych rzeczach. To już nie problem z ukochaną a'la AB. Ja wiem, takie zawsze się wydają poważne kiedy istnieją. Ale z perspektywy, są do przeskoczenia, zapomnienia, pogodzenia się z. To problem poważny, fundamentalny. Szerzej. To już nie zdrada człowieka, to zdrada ludzkości wobec jakichkolwiek wartości. Lookin' for a baby Jesus under the trash. I tak dalej, porównania można mnożyć. Pop-kultura, post-modernizm, post-wszystko, zatopienie się w tym wszystkim, wtopienie w to wszystko misternie przeciwstawione przerażającemu zagubieniu w tymże, pragnieniu powrotu do... domu. Do czegoś. Poszukiwanie tego. Tu nadal nie znaleźli tego, czego szukali. Może i zagubili się jeszcze bardziej? Nadal nie poradzili sobie z... sobą samymi. Ale postawili właśnie na te niepewności. Na najgłębsze skrajności, wątpliwości, tęsknoty, uczucia, tak skomplikowane, ledwie opisywalne. Każdy potrafi napisać piosenkę o swojej byłej. Nawet ja takie pisuję i chyba są niezłe, skoro ktoś chce je grać. Spoko. A kto potrafi w 5 minut streścić wszystkie problemu związku między kobietą a mężczyzną? Kto potrafi prześwietlić na wylot bohaterów wszystkich kawałków a'la Sunday Bloody Sunday? Kto potrafi wyrazić te skrajne emocje po stracie kogoś najbliższego (wiem, wiem o czym piszę, nie ze swojego tylko doświadczenia)? U2 na Pop. Prawie nikt inny, prawie nigdzie indziej. Jeszcze zanim sobie to w miarę poukładali i wykrzyczeli wnioski równie centralnie uderzając w duszę na następnej płycie, trochę sobie z tym radząc. Nie bez powodu czasem mówi się "moje życie nadal jest raczej Pop, nadal nie ATYCLB". No, ja tak mówię. Album niedoceniony, mam nadzieję, jeszcze. Tak przez płytką, mejnstrimową krytykę, jak i sporą część fanów. A może się mylę? Może coś już się zmieniło? Może świat już dojrzał do zrozumienia Pop? Mam nadzieję, że coś takiego wyjdzie nam z tego survivora, z rozmów, dyskusji, walk, z treści pisanej i między wierszami. Tak, dziś spożyłem dwa Żubry, ale mimo to, Pop nadal jest genialny. Jest. I tak dalej. Magisterke o tej płycie można napisać. No ale dobra. Zaczynamy.
Głosujemy na jedną z następujących piosenek (na naszym zdaniem najsłabszą z tychże, żeby nie było wątpliwości):
1. Discotheque
2. Do You Feel Loved
3. Mofo
4. If God Will Send His Angels
5. Staring At The Sun
6. Last Night On Earth
7. Gone
8. Miami
9. The Playboy Mansion
10. If You Wear That Velvet Dress
11. Please
12. Wake Up Dead Man
Głosujemy do 21.05.2010, do godziny 23.59.59 - i żeby uniknąć sytuacji z serwajwora JT zaznaczam - podkreślam, liczą się wszystkie głosy do końca tejże minuty, względnie zastrzegam sobie prawo do uznania spóźnionych, jeśli sam się spóźnię.
A sam jeszcze nie wiem. Pop to mój numer 2 albo 3 po JT. Cholernie ciężko zdecydować.
(wiem że miał być U.Fire, ale Szczotku, we're not ready yet









