Hej! witam wszystkich trochę niewyspanych po dzisiejszej nocy

W warszawskim Multikinie na Ursynowie wytrwałam prawie do końca, nie wysłuchałam ostatnich dwóch utworów...(do wyjścia zmusiła mnie siła wyższa, tzn. połączenia komunikacyjne) Senność dopadła mnie na moment tylko raz ok. 3.00. ale coca-cola czyni cuda, a przede wszystkim muzyka, muzyka, muzyka!
Nagłośnienie, szczególnie PopMart-u pozostawiało sporo do życzenia, przerwy były zbyt krótkie, nie było nawet czasu na zamienienie kilku zdań z kimkolwiek...Zresztą pewien dystans, trochę, albo nawet bardzo mało tzw. luzu, który pozwoliłby na bardziej spontaniczne reakcje to chyba nasza cecha narodowa...na koncercie będzie oczywiście inaczej, ale w kinie tego "luzu"mi trochę brakowało.
Chociaż... z tyłu słyszałam dwa męskie głosy, kto tak pięknie śpiewał? Może to ktoś z Was?

(zachęcona odwagą siedzących w rzędzie za mną w pewnym momencie sama zaczęłam śpiewać "Pride")
Siedziałam w rzędzie K, m-ce 8, w koszulce z Beatlesami

a moja koleżanka miała na głowie piękną czerwoną czapkę z daszkiem

)
Koncerty...cudowne!!! Ze wstydem przyznaję, że w całości widziałam je po raz pierwszy, gdybym mogła obejrzeć je jeszcze raz to najchętniej zrobiłabym to już dziś

Podobnie się czułam po U2 3D, po wyjściu z kina czułam niedosyt i...film-koncert obejrzałam 3 razy
Bono to Mistrz klimatu, w nieprawdopodobny sposób zjednuje sobie tysiące fanów, potrafi być liryczny, rockowy, prowokujący, moralizatorski, wzruszający... dysponuje nieprawdopodobnym głosem, Edge w czarodziejski sposób posługuje się gitarą...ech, po co ja to piszę - wszyscy to wiemy!
To była piękna muzyczna noc
ps. może po Chorzowskim koncercie U2 uda się taki filmowy wieczór powtórzyć? Najlepiej w jedym kinie w każdym z dużych miast (na bilecie powinien widnieć napis: udział w seansie: wymagane-śpiewanie refrenów

)