You’re easygoing and sociable, but can’t help but be a little strange and offbeat. You care deeply about your friends and family, and try very hard to be responsible and mature.
Trochę prawdy w tym jest
Napisano 08 maja 2014 - 17:06
Spotify removes silent album that earned indie band $20,000 czyli jak się nie narobić, a dobrze zarobić. ![]()
Spotify has spent years battling the perception that it skimps on royalties; on average, the company pays out $0.007 each time an artist's song is streamed by its millions of users. In March, one Michigan-based band set out to defy the odds and bring in enough money to fund an upcoming tour. And they took a brilliant approach in getting there. Vulfpeck’s latest album Sleepify is a completely silent recording composed of tracks that are each a half-minute in length. (Users must listen to a song for at least 30 seconds before Spotify counts it as a proper "play.")
Napisano 17 maja 2014 - 11:50
El silencio se vuelve melodia
Napisano 02 czerwca 2014 - 12:15
The Whitest Boy Alive się rozwiązują. Szkoda.
Napisano 04 czerwca 2014 - 00:23
ale przynajmniej Erlend do Polski przyjeżdża.
Napisano 06 czerwca 2014 - 22:52
A ja ostatnio , zakupiłem sobie Led Zeppelin Celebration Day , i siedziałem wryty. Świetny koncert dziady dały , dobrze że udało mi się ich sobie odświeżyć , bo troszkę o nich zapomniałem ostatnimi czasami. Kombo Black Dog , Ramble On , Kashmir , Rock'nRoll mogę sobie zapętlić ![]()
Napisano 06 czerwca 2014 - 22:56
Napisano 06 czerwca 2014 - 23:10
Dziadów Zeppelinów słuchacie? Aż też sobie zapuszczę, choć nadal walczę z moją awersją do lat 70' (która jednak już zmalała). Ostatnio też mam sporą ochotę na nagrania koncertowe, to też się fajnie Celebration Day wpisze ![]()
Music can change the world, because it can change people.
Napisano 06 czerwca 2014 - 23:24
Ostatnio słuchałem jednym uszkiem w Trójce audycji gdzie robili z okazji Zeppów jakieś wywiady i okazało się że nie ma nikogo, nawet z hip hopowców albo młodych panienek z niezalu polskiego kto by ich nie cenił. No i rzeczywiście, ja sam wielkim fanem nie jestem ale jednak od czasu do czasu to moc sobie ich włączyć. Jest tu ktoś kto ich nie lubi?
Napisano 07 czerwca 2014 - 10:07
Właśnie ukazały się reedycje trzech pierwszych albumów Zeppów, wzbogacone o jakieś (kolejne) Nigdy Wcześniej Nie Wydane Rarytasy. Dobra okazja, żeby sobie przypomnieć. W liceum to był mój zespół nr 2.
Dorys Bejnarowicz wysmażył kiedyś o nich taki tekścik (na forum Porcysa, więc pewnie mało znany):
każdy rockowy styl zawierający w nazwie "hard", "heavy" albo "metal" ma swoje źródło w nich albo w black sabbath.
byli przejawem najbardziej kreatywnej adaptacji bluesa przez estetykę rockową jaka powstała.
w sensie formatu wydawnictw, są odpowiedzialni za rewolucję orientacji - z singlowej (fragmentarycznej) na albumową (całościową).
wnieśli aspekt "epicki" do muzyki popularnej, w funkcji - w przeciwieństwie do swoich rówieśników blues-rockowców i prog-rockowców - nie onanistyczno-formalistycznej, ale dramaturgiczno-treściowej.
ich podniosłe ballady de facto ustawiły poprzeczkę dla tego typu utworów, i nikt jej do dziś nie przeskoczył (ewentualnie udawało się dorównywać, i też rzadko) - prawie każdy kto próbował po nich grać 7-minutowe, baśniowe opowieści wypadał kiczowato śmiesznie i nudziarsko.
jako kwartet stanowili bodaj najcelniejszą definicję "mieszanki szczeniactwa z rutyną" i dopełniali się idealnie, bo mieli:
- wybitnego gitarzystę, jednego z niewielu w dziejach, który poświęcił całą pasję, wirtuozerskie umiejętności techniczne i nadprzyrodzony talent na nieustanne wdrażanie innowacji, a nie na łechtanie swojego ego instrumentalisty, z którego nie wynika nic dla sztuki (tak jest w 90% przypadków); przede wszystkim zaś - przerażająco płodnego kompozytora-introwertyka o niezwykłej w skali historii wrażliwości oraz błyskotliwego aranżera/producenta o skłonnościach efektywnie eksperymentatorskich (nie muszę wspominać chyba patentów z rejestrowaniem bębnów nakładkami gitarowymi czy thereminem, etc).
- jednego z najoryginalniejszych i najbogatszych - w kategorii środków wyrazu, daru przekonywania ekspresji i zmysłu melodycznego - wokalistów jacy śpiewali rocka w ogóle, który fałszował bluesowe ozdobniki (na płytach!!) w tak cudowny i rasowy sposób, że te fałsze same w sobie stały się częścią kanonu.
- przypuszczalnie najdzikszego i najbardziej nieludzkiego genialnego perkusistę ever, który trzymał pałki w połowie długości i napierdalał nimi tak mocno, że byłby chyba w stanie takimi uderzeniami zabijać ludzi. po nim rockowa perkusja już nigdy nie będzie taka sama.
- cynicznego, trzymającego się z boku bassmana/klawiszowca o plastycznej czułości na dźwięki, którego chłód i dystans pozwoliły grupie przetrwać względnie długi czas, mimo wykańczającego trybu życia i, zwłaszcza, wariacko niebezpiecznego iskrzenia między pozostałymi członkami.
poznałem ich dorobek w wieku 7 lat (wujek, fanatyk led zep, miał większość nagrań na kasetach), dziś posiadam (znaczy mój ojciec posiada, a ja z tego korzystam) wszystkie wydane płyty na kompaktach i ta muzyka jest tak bardzo częścią mnie, że sytuacja przedstawia się identycznie jak ze stonesami: nie potrafię krytykować niczego co zrobili przed rozpadem. (reunionom pod nazwą Page/Plant brakowało zdecydowanie tej magii - choć wypadały interesująco, a koncert duetu w spodku plasuje się u mnie, mało koncertowego słuchacza, na szczycie prywatnych doznań "live".)
śmieszy i żenuje mnie zarazem "ocenianie" dyskografii LZ jak każdego normalnego zespołu - na zasadzie "kilka pierwszych klasyczne, potem już znacznie słabiej", etc. osobiście mój ulubiony etap ich działalności to ten od III do Physical Graffiti i czepianie się przykładowo Houses że to "płyta z wieloma słabymi punktami" - hehe, sorry KURWA, ale to jakiś absurd. wrócić, posłuchać i załapać ich boskość proszę.
każdy hipster który uważa LZ za "dinozaury", "coś dla siwiejących wujków/tatusiów" albo "długowłose, przeterminowane granie z innej epoki" sam się oszukuje i dlatego jest ciotą/cipą/co tam chcecie, bo w rzeczywistości nigdy nie będzie tak "hip/cool" jak "wanton song", "heartbreaker", "babe I'm gonna leave you", "going to california", "the rain song", "immigrant song", "that's the way"...
także: zespół miał fundamentalny wkład w zbudowanie funkcjonującego obecnie, tradycyjnego wizerunku "rockowego bandu w trasie", puszczając w obieg na niespotykaną wcześniej skalę - alkohol, używki, orgiastyczny seks, burdy w hotelach i tak dalej. to może być fakt spoza sfery muzycznej, ale rozważając ich istotność, warto go wspomnieć.
oraz: K A Ż D A charakterystyczna/paradoksalna cecha formacji świadczy na korzyść jej boskości:
- u nikogo innego równie grafomańskie teksty (dziwny zlepek wulgarnego erotyzmu, prostackich rymów i tolkienowskich bzdur) nie przeszłyby, a tu brzmiały ponadczasowo jak jakieś hymny - wtf?
- żadna inna brytyjska kapela nie stała się tak "amerykańska" - w US ludzie często w ogóle rozpoznają LZ jako wykonawcę ze stanów i traktują podobnie jak typowych reprezentantów "narodowej" spuścizny (Doors, Beach Boys etc).
- zadna inna kapela posiadająca w składzie dwójkę tak prymitywnych wieśniaków nie zaszłaby dalej, niż przegląd międzyokręgowy dla debiutantów, hahaha.
- wszelkie próby imitacji czy bezpośredniej inspiracji LZ kończą się farsą albo smutnym niepowodzeniem (włączając beznadziejne covery w rodzaju wspomnianego wyżej toola, ughhh) - NIKT nie odkrył recepty na te rolnicze riffy, chrypiące zawodzenie górą, naturalnie piękny patos i mocarną sekcję - po prostu NIE DA się tego powielić.
biorąc pod uwagę powyższy wywód, zakładam, że w skali wszechczasów rywalizować z nimi może tylko garstka konkurentów. i kiedy narzekamy tu czasem na wyjałowienie/niski poziom bieżących artystów, to między innymi dlatego właśnie, że - ujmując metaforycznie - nie umieją "być jak led zeppelin".
Napisano 22 sierpnia 2014 - 22:06
Napisano 25 września 2014 - 17:36
Napisano 08 listopada 2014 - 00:25
El silencio se vuelve melodia
Napisano 08 listopada 2014 - 00:37
Napisano 08 listopada 2014 - 00:40
El silencio se vuelve melodia
0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych