Skocz do zawartości


Zdjęcie

Trasa Zoo Tv


341 replies to this topic

#41 conr4d

conr4d

    Użytkownik

  • Members
  • 2255 Postów
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:Wałbrzych

Napisano 12 listopad 2007 - 16:00

Mógłbyś mi wysłać Bullet'a i WOWY? ;-)
Byłbym bardzo wdzięczny!

#42 marcin93

marcin93

    Użytkownik

  • Members
  • 1570 Postów
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:Wrocław

Napisano 12 listopad 2007 - 16:17

Hmm... też bym prosił o WOWY... albo nie, może jednak cały koncert :)

Z góry dzięki... aha i naprawdę niezły opis koncertu :P Gratulować :)
...a oto mój fejs, flykr i elitarny lans.efę!

#43 BoomCha

BoomCha

    Użytkownik

  • Members
  • 215 Postów
  • Płeć:Kobieta
  • Skąd:Mrągowo

Napisano 13 listopad 2007 - 19:53

Nawiązując do głównego tematu. ZooTV wg. mnie było przedsmakiem POPmartu. Podobało mi się Unchined... i Dancing... :D zarówno jak i phonecalls, ale... Totalnie odpada u mnie Who's Gonna Pay For Your Crashed Car. Strasznie wyglądał Bono jak spływała po nim ( a właściwie po MacPhisto) biała fabra (czy co tam:P) Wyglądał naprawdę strasznie. Samej piosenki też nie lubię. Ogólnie sama idea MacPhisto mi się podobała. Trabanty oczywiście też, sam pomysł pomalowania ich i "wypromowania". Podobała mi się Morleigh. Tutaj też powiązanie do POPmartu. Morleigh na ZooTV jak najbardziej super, ale "zmixowana" tancerka (nie wiem, to ona?:P) na POPmarcie totalnie odbada.
Trasa jak najbardziej przemołowa co uczyniło są kultową i legendarną. U2 z pięknego, spokojnego (mam na myśli przeciwieństwo chociażby Until... np. WOWY) i zaangażowanego rocka stali się rock'n'roll'owcami dla których ważne jest wszystko co materialne i wyszło im całkiem nieźle. Myślę, że ZooTV i POPmart wspaniale się uzupełniają. To co chcielibyśmy wyrzucić w ZooTV jest w POPmarcie i na odwrót.
Aczkolwiek ZooTV jest (jak już wspomnieliście) niedopracowana muzycznie. Prosiło by się aby Love Is Blindness pojawiło się częściej, czy Acrobat. I kiedy już dostaliśmy solówki Edge'a na POPmarcie to, przynajmniej ja, tęsknię za nimi przy ZooTV.
Sam zespól wszedł bardziej w cień, ważniejsze są telebimy i trabanty. AB bardzo mi przypadł do gustu i oczekiwałabym wypromowania tego w wspaniały sposób. Przy POPmarcie jest ważna muzyka i efekty.
ZooTV brakuje takiego klimatu. Oglądając jakiś koncert czuję się jak na poprawinach poprzedniej popijawy paru rockmanów... Bono bardziej skupia się na machaniu statywem niż śpiewaniem... Oczywiście ma chwile przebłysku, ale to wyjątki ;)
To by było na tyle;p

Pozdrawiam,
P.
Dołączona grafika

#44 NvK

NvK

    Użytkownik

  • Members
  • 286 Postów
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:Łarsała

Napisano 13 listopad 2007 - 20:24

O ile do samych opinii się nie odnoszę, o tyle to...

Prosiło by się aby Love Is Blindness pojawiło się częściej


...bardzo mnie zastanawia, bo na ZooTV chyba nie było koncertu, na którym tej piosenki by nie zagrali.

#45 BoomCha

BoomCha

    Użytkownik

  • Members
  • 215 Postów
  • Płeć:Kobieta
  • Skąd:Mrągowo

Napisano 13 listopad 2007 - 20:57

O ile do samych opinii się nie odnoszę, o tyle to...
...bardzo mnie zastanawia, bo na ZooTV chyba nie było koncertu, na którym tej piosenki by nie zagrali.

Chodziło mi o to (ach, piszę nie dokładnie <_< ) że przydałoby się lepsze wykonanie Przynajmniej ja trafiłam na takie koncerty na których wyszło strasznie. Love Is Blindness wciąż mi mało. Mogliby 2 razy grać ;))
Mój błąd... wszyscy mówią, że pisze nie dokładnie:P (muszę wreszcie coś z tym zrobić...)
Dołączona grafika

#46 Guest_Mac_*

Guest_Mac_*
  • Guests

Napisano 13 listopad 2007 - 21:24

O ile do samych opinii się nie odnoszę, o tyle to...
...bardzo mnie zastanawia, bo na ZooTV chyba nie było koncertu, na którym tej piosenki by nie zagrali.


Chyba, na pewno był.

Love Is Blidness nie pojawiło się na czterech koncertach w Zoo TV.

;)

#47 Johnny99

Johnny99

    Nothingman

  • Members
  • 10211 Postów
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:Club Tip Top

Napisano 14 listopad 2007 - 09:51

03/05/1992 The Omni - Atlanta, Georgia, USA

Zoo Station, The Fly, Even Better Than The Real Thing, Mysterious Ways, One, Until The End Of The World, Who's Gonna Ride Your Wild Horses, Tryin' To Throw Your Arms Around The World, Angel Of Harlem, Satellite Of Love, Bad / All I Want Is You (snippet), Bullet The Blue Sky, Running To Stand Still, Where The Streets Have No Name, Pride (In The Name Of Love), I Still Haven't Found What I'm Looking For
encores: Desire / Not Fade Away (snippet), Ultra Violet (Light My Way), With Or Without You / Shine Like Stars (snippet), Love Is Blindness


" Achtung Georgia ! " - zagaił Bono w trakcie The Fly, co zdaje się świadczyć o tym, iż chyba nareszcie udało mu się " wejść " w trasę. Wstępem do Even Better ponownie rządził chaos, ale już po wybrzmieniu tegoż utworu ( a nie przed - novinka ) znów mieliśmy channel hopping, kolejny raz wszakże bezdźwięczny. Bono wciąż nie bardzo ma pomysł na " take me higher ", lecz tym razem nadrobił jak przystało na wokalnego mocarza - zajechał takim falsetem, że nawet Justin Hawkins mógłby się zawstydzić. Falsetowo zakończyło się również perfekcyjne tym razem Mysterious Ways, w ogóle Bono cały czas objawia znakomitą formę, jego głos zdaje się nie mieć żadnych ograniczeń.. dodajmy, że zdecydowanie lepiej niż na poprzednich koncertach prezentowała się publika, która chóralnie kawałek odśpiewała, zwracając szczególną uwagę na fragment " if you wanna kiss the sky " ( ciekawe czemu ). Wild Horses, zapowiedziane formułką " rock'n'roll - can't live with it, can't live without it ! ", zostało rozbudowane ponad wszelką przyzwoitość - pod koniec zwyczajowej, finałowej solówki Edge'a Bono zaczął cicho dośpiewywać " don't turn around ", co w efekcie dało.. kolejną solówkę The Edge'a, obie, dodajmy, bardzo fajne, i rzeczywiście rock'n'rollowe, dzięki nim utwór powoli przestaje brzmieć jak nieporozumienie. Bardzo emocjonalnie dla mnie zabrzmiał tym razem Bullet - albowiem moim pierwszym bootlegiem z trasy Zoo TV była płytka o nazwie " Rubber Ball & Liquor ", zawierająca wybór utworów z tej trasy. Było to jeszcze w czasach, kiedy nie miałem swobodnego dostępu do Internetu ( okolice 2001 roku ), więc każdy nowy bootleg był dla mnie świętem, otrzymywał własnoręcznie zrobioną przeze mnie okładkę itp. Ogromne wrażenie zrobiło wtedy na mnie Bullet The Blue Sky z tej płyty ( nie miałem oczywiście pojęcia, z jakiego konkretnie koncertu pochodzi to wykonanie ) - zwłaszcza moment, w którym Bono zaczyna wykrzykiwać raz za razem " shut the fuck up ! ", a The Edge znęca się nad gitarą, wydobywając z niej wręcz przerażające wycia i jęki.. jakiż był mój szok, kiedy tego właśnie Bulleta usłyszałem wczoraj ! Nie tyle zresztą sam fakt, że go znalazłem ( zamierzam przesłuchać wszystkie bootlegi z trasy Zoo TV - w ogóle wszystkie ze wszystkich tras - więc w końcu musiałem na niego trafić ), nie tyle fakt, ze trafiłem na niego tak wcześnie, ale w ogóle to, że zapamiętałem niemal każdy dźwięk i każde słowo Bono z tego wykonania, a nie słuchałem go od naprawdę ładnych paru lat.. wróciły emocje ! I tym razem okrzyki Bono naprawdę nie brzmiały koniunkturalnie, wierzę, że nie były udawane, tym razem wokalista nie próbował zakrzyczeć Edge'a ( który ponownie wrócił m.in. do sola albumowego - tak już pewnie zostanie ), tym razem wszystko zgrało się idealnie.. rewelacja. Zaraz potem poszło Running To Stand Still, z podgłośnionymi w stosunku do poprzednich koncertów " orkiestrowymi " efektami gitarowymi - efekt magiczny. Podobnie jak w Charlotte Bono pod koniec zapodał " I'm still running ", i podobnie jak wtedy publika, niestety, nie podchwyciła. Mimo to już do końca podstawowego programu koncertu zachowywała się bardzo dobrze, a podczas Pride i I Still atmosfera zrobiła się wręcz biesiadna - śpiewy i klaskanie. Amerykanie jak chcą, to potrafią :P Warto zauważyć, że zespół nauczył się już radzić sobie z Martinem Lutherem Kingiem, od koncertu w Miami wyświetlanym na ekranie w trakcie Pride ( oczywiście z dźwiękiem - być może w Lakeland filmik był, ale bez dźwięku ). Podczas gdy np. w Charlotte video zostało puszczone tuż po " goodnight, God bless you " Bono, przez co zespół zupełnie je zignorował, co dało śmieszny efekt, w Atlancie muzycy " wyciszyli " się już w odpowiednim momencie.

Mirrorball Man nadal nie ma praktycznie niczego do powiedzenia poza " you're fuckin' beautiful ! " ( czy, jak w Miami: " I'm fuckin' beautiful ! " ), na telefony też wciąż czekamy, za to w Ultraviolet Bono powrócił do niegrzecznej zmiany w tekście ( " when it was all fucked up, I had an opera in my had " - w Charlotte zaśpiewał poprawną politycznie wersję albumową " all messed up " ). To jednak mało istotne szczegóły, ważne, że końcówka bisów była tym razem prawdziwie U2owo cudowna.. najpierw niesamowite, przepiękne, rozpoczęte frazą, którą zawsze uwielbiałem ( " let's get married ! let's go to Vegas ! " - a że brzmi to również koniunkturalnie, to już mnie gówno obchodzi :P ) wykonanie WOWY, z Bono bardzo wyraźnie i słyszalnie udzielającym się na gitarze - czym wspaniale uzupełniał The Edge'a - z fantastyczną końcówką: najpierw " shine like stars ", świetna solówka The Edge'a ( dodatkowe solo w WOWY to norma od Lakeland, ale to z Atlanty było - jak na razie - zdecydowanie najfajniejsze ), a potem kolejne cudowne zagrywki wokalisty.. Bono to naprawdę genialny gitarzysta ! Może i jego umiejętności są jedynie podstawowe, ale ma naprawdę niesamowity zmysł melodyczny i harmoniczny.. mógłby częściej się popisywać :P Wykonanie absolutnie wzorcowe. A na koniec, poprzedzone pierwszą na trasie wzmianką o supporcie: " The Pixies were good, weren't they ? the band loudest than America.. " Love Is Blindness, w którym The Edge, będący jakby na fali poprzedniego utworu, pozwolił sobie niemal przez cały utwór na różne dogrywki, eksperymenty z brzmieniem, miejscami brzmiało to zupełnie inaczej niż na albumie czy poprzednich koncertach.. a po tym, jak Bono już pożegnał się z publicznością, już powinien być koniec, gitarzysta jeszcze nie odpuścił, jeszcze musiał dopowiedzieć ostatnie słowo, jeszcze jedno niesamowite solo.. naprawdę szkoda, że Larry nie pozwolił mu na więcej, czuło się, że gitarzysta mógłby tego wieczoru grać i grać, bez końca.

Rewelacyjny koncert, bijący na głowę trzy poprzednie razem wzięte. Znaczek jakości ode mnie :) Szkoda, że znowu nienajlepsze nagranie..

#48 Johnny99

Johnny99

    Nothingman

  • Members
  • 10211 Postów
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:Club Tip Top

Napisano 14 listopad 2007 - 10:58

03/07/1992 Hampton Coliseum - Hampton, Virginia, USA

Zoo Station, Even Better Than The Real Thing, Mysterious Ways, The Fly, One, Until The End Of The World, Who's Gonna Ride Your Wild Horses, Tryin' To Throw Your Arms Around The World, Angel Of Harlem, Satellite Of Love, Bad / All I Want Is You (snippet), Bullet The Blue Sky, Running To Stand Still, Where The Streets Have No Name, Pride (In The Name Of Love), I Still Haven't Found What I'm Looking For
encores: Desire, Ultra Violet (Light My Way), With Or Without You


Piąty koncert trasy Zoo TV przynosi pierwszą poważną zmianę w secie - Even Better zastąpił The Fly na pozycji drugiej, w zamian za co Mucha powędrowała aż na pozycję czwartą, bezpośrednio poprzedzając One. Czy modyfikacja ta wniosła coś konkretnego do całokształtu ? Niestety nie. Znów nie było channel hopping, a The Fly zabrzmiało bardzo źle - być może to wina nagrania, ale przez cały utwór słychać przede wszystkim sprzężenia basu i metronom. Wcześniej, w trakcie Mysterious Ways dało się natomiast zauważyć, że Bono, po rewelacyjnie zaśpiewanych poprzednich koncertach, dostał już lekkiej zadyszki. Wprawdzie nadal operuje falsetami, ale, po pierwsze, znacznie rzadziej, a po drugie wyraźnie wymaga to już od niego pewnego wysiłku. Forma wokalisty często odbija się na reszcie zespołu, i miejscami słychać, że niedyspozycja Bono wprowadziła pewien niepokój do niektórych wykonań - dawno nie słyszałem, by Larry odegrał One z taką rezerwą. Zwraca uwagę coraz dłuższy Until - pod koniec The Edge bardzo fajnie zabawiał się " kaczką ", było czadowo, choć nadal nie uświadczyliśmy tradycyjnego " lalalala ". Również Wild Horses to przede wszystkim popis gitarzysty - i lepiej się właśnie na nim skupić, bo, wskutek faktu iż tym razem jakość nagrania jest bardzo dobra, okropny podkład klawiszowy znów słychać było bardzo dobrze.. fe ! Barrrrrrdzo interesujące zdarzenie miało miejsce przed Tryin' - mianowicie utwór został zapowiedziany przez.. Mr. Adama Claytona we własnej osobie ! Jego Lordowska Mość zresztą wcale do samej zapowiedzi się nie ograniczył, opowiadając publice zabawną historyjkę o tym, jak narodził się pomysł na ten kawałek.. szkoda tylko, że The Edge nie raczył tym razem urozmaicić wykonania improwizacjami. Przed Satellite Of Love Bono przypomniał sobie o rosyjskim kosmonaucie, z którym jakoby zespół ( " believe it or not " ) zdołał się wcześniej połączyć za pomocą swojego " satellite dish " ( jak wyjaśnił wokalista, stacja Mir akurat przelatywała wtedy nad Florydą, cóż za szczęśliwy zbieg okoliczności ). Bono wspomniał, iż szczęśliwiec ów ( nie każdy ma szansę połączyć się z samymi U2 ! ) niedługo wraca na Ziemię, i zadedykował mu piosenkę, którą zresztą The Edge, zanim wokalista przemowę zakończył, zdążył już odegrać niemal w całości. Niestety, zaraz potem kolejny raz dało o sobie znać złe samopoczucie Bono - zarówno Bad, jak i Bullet zostały skrócone do absolutnego minimum ( w tym pierwszym numerze Edge nie zdołał nawet zacząć swojej charakterystycznej solówki, z kolei w Bullecie wokalista znów solo zakrzyczał, choć tym razem jakby z większym wyczuciem ), a w Running To Stand Still wyraźnie już wkurzony frontman coraz bardziej łamiącym się głosem forsował w końcówce kolejne " hallelujah ", nawet już po tym, jak Larry ostatnim uderzeniem w bębny zakończył numer. Może to spowodowało konfuzję u Williego Williamsa, który spieprzył tradycyjne przejście między Running a Streets, za czym ten drugi utwór już na wstępie został pozbawiony części dynamiki, na szczęście zespół zdołał jeszcze go w drugiej części nieco rozkręcić, także dzięki dużej determinacji coraz gorzej czującego się Bono.. po tym, jak wokalista zdołał jedynie wyrecytować pierwszą zwrotkę wydawało się, że będziemy mieli antycypację Sarajewa, na szczęście potem, na tyle na ile się dało, wszystko wróciło do normy. Pride wokalnie wypadło zupełnie nieźle, niestety, zawiodła z kolei publika, która po wyrażeniu ogromnej radości w trakcie pierwszych dźwięków, przez resztą utworu zachowywała grobową ciszę, do otwarcia gardeł zmusił ją dopiero Bono, zachęcając, dość niestandardowo jak na ten akurat numer, do skandowania " yeah ! yeah ! ". Pod koniec Ajstyla wokalista po raz pierwszy odniósł się do zbliżających się w USA wyborów prezydenckich ( " hope you'll find what you're looking for " ), przedstawiając jednocześnie swoją propozycję programu dla ewentualnego zwycięzcy ( " get people back to work, feed the hunger " itd. ). Samą piosenkę wykonał zaś nietypowo, niedyspozycję wokalną wykorzystując do wplecenia w kawałek dużej dozy humoru ( nie mówiąc już o tradycyjnym w takich sytuacjach " I can't sing, so sing for me ! " pod koniec ) - czyli zaśpiewał po prostu z jajem, i wcale nie zabrzmiało to źle.

Dłuuuuga przerwa przed bisami niespecjalnie pomogła Bono - Mirrorball Man nie wykrzyknął na wejście nawet standardowego " you're fucking beautiful ! ", dążył raczej do jak najszybszego zakończenia kawałka, bez bawienia się w snippety ( choć na szczęście harmonijka była ). " You're louder than this suit " - wystękał pod koniec, po czym ruszyła bardzo cicha, i bardzo balladowa wersja Ultraviolet ( znów z " all messed up " ). WOWY, niestety, wokalista nie był już w stanie normalnie zaśpiewać, stękał i notorycznie skracał frazy, w końcu, tuż po " uuuu " powiedział tylko " goodnight, God bless you ", i po prostu zszedł ze sceny. The Edge odegrał jeszcze zwyczajową solówkę, po czym pozostała trójka zakończyła cały koncert - nie było już sensu nawet zaczynać Love Is Blindness, po wysłuchaniu WOWY trudno nawet mieć o to pretensję. Cóż, każdy ma prawo do gorszej dyspozycji.. trzeba jednak przyznać, że nawet i ten słabszy show dowodzi bardzo dużych możliwości wokalnych Bono w tamtym okresie - mimo niedyspozycji, skracania fraz itd. wyciągał ( może i z trudem, ale jednak ) nawet najwyższe " górki ", i ani razu nie zafałszował.

Ogólnie - koncert zdecydowanie słabszy od dwóch poprzednich, wyraźna obniżka formy. I, o paradoksie, bardzo dobra jakość nagrania ( tak to zazwyczaj jest :P ). Show sprawia wrażenie bardzo spokojnego, poza, krótkim zresztą, Bulletem właściwie nie zawiera " mocniejszych " fragmentów - tak więc jeśli ktoś akurat nie ma ochoty na trzepanie łbem, a woli zrelaksować się przy dobrze brzmiącym koncercie Zoo TV, Hampton może być mimo wszystko całkiem niezłym wyborem. Hehe, zabrzmiało jak reklamówka :D A czy Bono zdoła wykurować się do kolejnego występu ? O tym dowiecie się już w następnym odcinku.

#49 Guest_Mrówa_*

Guest_Mrówa_*
  • Guests

Napisano 14 listopad 2007 - 14:24

Wow, Johny.


Respekt za te relacje.
Bardzo miło mi się je czyta :)

#50 Guest_Mac_*

Guest_Mac_*
  • Guests

Napisano 14 listopad 2007 - 14:26

Wow, Johny.


Otoż to.
Jak napiszesz o wszystkich koncertach, i to takie relacje to rzeczywiście respekt.
Ja sam jestem w trakcie przesłuchiwania Zoo TV, więc akurat ;)

#51 Johnny99

Johnny99

    Nothingman

  • Members
  • 10211 Postów
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:Club Tip Top

Napisano 14 listopad 2007 - 14:28

Rozmiar i " ciekawość " relacji zależeć będzie od samych koncertów - jak na razie jest o czym pisać, zobaczymy co będzie dalej :) No i zobaczymy, jak poradzę sobie z bootlegami, na których nic nie słychać ( a takich jest co najmniej kilka ) :P

#52 Johnny99

Johnny99

    Nothingman

  • Members
  • 10211 Postów
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:Club Tip Top

Napisano 15 listopad 2007 - 12:10

03/09/1992 Nassau Coliseum - Uniondale, New York, USA

Zoo Station, The Fly, Even Better Than The Real Thing, Mysterious Ways / Love To Love You ( snippet ), One, Until The End Of The World, Who's Gonna Ride Your Wild Horses, Tryin' To Throw Your Arms Around The World, Angel Of Harlem, Satellite Of Love, Bad / All I Want Is You (snippet), Bullet The Blue Sky, Running To Stand Still, Where The Streets Have No Name, Pride (In The Name Of Love), I Still Haven't Found What I'm Looking For
encores: Desire, Ultra Violet (Light My Way), With Or Without You / Shine Like Stars ( snippet ), Love Is Blindness


Pierwszą kwestią, na którą należy zwrócić uwagę w przypadku tego koncertu, jest zagadnienie wokalnej kondycji Bono. Od razu więc napiszę, że nasz frontman jest w zdecydowanie lepszej formie, niż dwa dni wcześniej. Nie słychać już jednak w jego głosie tej czystości, którą czarował choćby w Atlancie. Wprawdzie wyciąga bardzo ładne falsety, ale pojawiła się też lekka chrypka - dla niektórych zresztą będzie to zaleta :P A w The Fly stosuje jeszcze asekuracyjne skracanie fraz. Za to wyraźnie poprawił mu się humor - " We're back ! We have The Pixies ! And we're even better than the real thing ! " - przywitał się z publiką, a po tymże utworze zapodał ( bezdźwięczny, a jakże ) channel hopping. Mysterious Ways otrzymało pierwszy na Zoo TV ( choć króciuteńki ) snippet Love To Love You - nieuwzględniony jednak w setlistach, co pozwoliłem sobie wyżej poprawić. Solo The Edge'a w tym kawałku, wyłączając pewną melodyczną podstawę, nie wychodzi jeszcze poza improwizacje, za to już w Untilu pojawiło się w końcowej, też na razie w większej części improwizowanej, solówce charakterystyczne dla wersji znanej powszechnie " przyspieszenie ", następujące zwyczajowo tuż przed fragmentem " lalala ", którego nadal nie ma ( Bono ograniczył się do powtarzania " here she comes ! " ). Przed One wokalista kolejny raz sprzedał historyjkę o kosmonaucie, tym razem dodając coś o tym, że późniejsze próby nawiązania z nim łączności zakończyły się fiaskiem ( nie usłyszałem dokładnie - bootleg brzmi, niestety, fatalnie ), zaś Tryin' znowu zapowiedział Adam Clayton. Ciekawe ( albo i nie ), że Bono miał, zdaje się, problemy ze znalezieniem szampana - kawałek trwał już w najlepsze parę ( dziesiąt ) sekund, zanim wokalista raczył się wreszcie pojawić na scenie.

Tu trzeba koniecznie wspomnieć o publice. Od pierwszych minut koncertu można było nabrać poważnych wątpliwości, czy rzeczywiście znajdujemy się w Stanach, a nie np. w Brazylii czy we Włoszech. Widownia po prostu szalała ! W stosunku do Hampton kontrast był po prostu niebywały. Dosłownie wszystkie momenty, w których Bono akurat cichł, kwitowane były ogłuszającym wrzaskiem, chóralnie śpiewy i klaskanie towarzyszyły zespołowi już podczas Mysterious Ways, klaskanie do rytmu podczas One, ba, nawet w trakcie Satellite Of Love ! Owszem, można się sprzeczać, że była to zasługa nagrania, ale naprawdę nie jest to pierwszy bootleg z Zoo TV nagrywany z publiczności, można więc je pod tym kątem porównywać bez problemu. Początek Bad wywołał prawdziwą apokalipsę, co wyraźnie dodało zespołowi rezonu, tym razem nie było mowy o żadnym skracaniu, chóralne " let it go ! go ! go ! " mało nie spaliło sprzętu nagrywającego. Wręcz zabawna sytuacja zdarzyła się wskutek tego pod koniec - rozemocjonowany Bono pomylił się snippetując All I Want Is You, zamiast, jak zwykle, zacząć od refrenu, zaczął od zwrotki, a na jego cichutkie " you say " publika zareagowała kolejnym wybuchem szalonego entuzjazmu, ogłuszające klaskanie towarzyszyło zresztą wokaliście do końca snippetu. Tego zaś, co działo się podczas Bullet The Blue Sky, w ogóle ciężko opisać - pierwsze takty to jeszcze norma, natomiast końcówka to już całkowita masakra, tym razem Bono pozwolił brzmieć solówce Edge'a, dopowiadając swoje kwestie coraz głośniej i głośniej, wreszcie, po " outside it's America ! OUTSIDE IT'S AMERICA !! " Larry przywalił w werbel, że niby to koniec, ale nie, na placu boju pozostał sam Adam, niemal torturując struny swojego basu, więc również i Edge ponownie włączył swoją syrenę, na koniec wrócił Larry, i doprowadzili to niesamowite wykonanie aż do ostatecznego już " run into the arms of America ". To była kulminacja, potem już zarówno Bono, jak i publika nieco opadli z sił, Running To Stand Still wokalista ponownie zaśpiewał asekuracyjnie, nie próbując forsować górek, za to tym razem przejście do Streets wybrzmiało w pełnej krasie, głośno, wyraźnie, płynnie.. wspaniały moment. Podobnie jak w Hampton zespół podczas Pride kolejny raz zapomniał o MLK - tym razem jednak usprawiedliwia chłopaków publika, która po prostu wolała sobie pośpiewać " o - oo - o ". W Ajstylu zaś Bono kolejny raz odniósł się do wyborów prezydenckich..

Podczas bisów widownia nie była już taka głośna - nie da się wszak drzeć mordy bez przerwy. Ale dzięku temu można było się nareszcie wsłuchać w muzykę, zresztą kawałki takie jak choćby Love Is Blindness raczej niespecjalnie nadają się do klaskania i biesiadowania. Już Desire było dowodem na powrót Bono do niezłej formy - " you're fucking beautiful ! " na początek, potem " all fucked up " w środku ( Ultravioleta ), i " you're louder than this suit " na końcu - czyli wszystko tak, jak ustawa przewiduje, a tym razem Mirrorball Man dodał do tego jeszcze trzy słowa: " I.. love.. you ! " - i trzeba przyznać, że Uniondale naprawdę sobie na taką czułość zasłużyło. Z drugiej strony jednak dało o sobie znać także zmęczenie - WOWY zabrzmiało bardzo dobrze, ale już nie tak rewelacyjnie, jak w Atlancie ( choć Shine Like Stars było, znowu błąd w setlistach ), a Love Is Blindness trwało już tylko tyle, ile trzeba, bez przedłużania. O ile się nie mylę, właśnie podczas tego koncertu Bono w tym utworze pierwszy raz zaśpiewał ( a nie, jak dotychczas, romantycznie wyrecytował ) pierwszą zwrotkę.

Ogólnie - był to jeden z tych koncertów, podczas którego publika rzeczywiście była piątym członkiem zespołu. Polecam wszystkim, którzy twierdzą, że w USA mieszkają " gorsi " fani. Na pewno nie na Long Island ! :P W moim rankingu plasuje się zaraz za Atlantą.. a bootleg, oczywiście, fatalny :P

P.S. aha, jak nietrudno zauważyć, zespół powrócił do pierwotnej kolejności piosenek w secie - i bardzo dobrze, gdyż jest to jedyne słuszne rozwiązanie :P

#53 Johnny99

Johnny99

    Nothingman

  • Members
  • 10211 Postów
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:Club Tip Top

Napisano 16 listopad 2007 - 12:06

03/10/1992 The Spectrum - Philadelphia, Pennsylvania, USA

Zoo Station, The Fly, Even Better Than The Real Thing, Mysterious Ways / Love To Love You (snippet), One, Until The End Of The World, Who's Gonna Ride Your Wild Horses, Tryin' To Throw Your Arms Around The World, Angel Of Harlem, Satellite Of Love, Bad / All I Want Is You (snippet), Bullet The Blue Sky, Running To Stand Still, Where The Streets Have No Name, Pride (In The Name Of Love), I Still Haven't Found What I'm Looking For
encores: Desire / Not Fade Away (snippet), Ultra Violet (Light My Way), With Or Without You / Shine Like Stars (snippet), Love Is Blindness


Oj, dziwny był to koncert - i dziwny bootleg.. początek nie zapowiadał niczego nadzwyczajnego, zarówno jeśli chodzi o jakość nagrania, jak i o sam performance. Nagranie - takie se, niby słychać nieźle, ale już np. niekoniecznie The Edge'a, wskutek czego wartość dynamiczna takiego The Fly wyniosła w praktyce zero ( znowu ! ). A z tego, co się usłyszeć dało, wywnioskować by trzeba było, że gitarzysta raczej nie miał swojego dnia - wpadka tu, wpadka tam, w trakcie Even Better dwa razy tak zafałszował, że aż mnie zęby rozbolały. Zdawałoby się - koncercik na miarę co najwyżej dolnych rejonów rankingu będzie. I nagle nastało Mysterious Ways, podczas którego właściwie wszystko odmieniło się nie do poznania ( może poza jakością nagrania ). Było to najlepsze, jak dotąd, wykonanie tej piosenki ! Przede wszystkim wydatny udział wzięła w nim publika, w postaci oklasków i śpiewów ( już nie tylko refren ), dzięki czemu to właśnie ten kawałek stał się punktem zwrotnym dla całego show. Zabrzmiał tak, jak powinien brzmieć zawsze - jak prawdziwy balangowy hymn. Dość stwierdzić, że było to pierwsze znane mi wykonanie, w którym The Edge zagrał nie jedną, a dwie solówy, oczywiście za sprawą roztańczonego wokalisty, który nie pozwolił Larry'emu na " ostatnie uderzenie ", zamiast tego piosenka cichła i cichła, powoli opadała, by po chwili powstać ponownie. Super ! I dalej było już tylko lepiej. W trakcie One Bono po raz pierwszy mógł pozostawić w gardłach widowni pierwszy wers refrenu. Until osiągnął kolejny etap w rozwoju, tym razem Edge już prawie-prawie dotarł do ostatecznej solówki końcowej ( choć, niestety, resztę utworu zagrał strasznie asekuracyjnie - wyraźnie się jeszcze nie rozkręcił ). Już w chwilę potem, niestety, zaczęły się problemy z nagraniem. Wild Horses zakończyło się fade-outem, po którym powróciliśmy do show już na ostatnich słowach Adama zapowiadającego Tryin', i.. na straszliwie sfatygowanej taśmie, przez co sam początek kawałka ciężko było przetrzymać. Zresztą właściwie w trakcie całego numeru taper zajmował się " regulowaniem odbiornika ", osiągając miejscami nawet poziom excellent audience, którego jednakże utrzymać mu się nie udało, szkoda. Ten smutny fakt wynagradza jednak ewentualnemu słuchaczowi publika, w niczym nie ustępująca tej z Uniondale, a wręcz zdecydowanie wytrzymalsza - darli się nawet podczas Love Is Blindness.. choć może nieco stateczniejsza - w trakcie Satellite Of Love nikt nie klaskał :P Ale racje miał wokalista, gdy zaraz potem zagadnął: " you're about as loud as Edge's pants ! ". Pod koniec Angel Of Harlem Bono znów zrobił psikusa Larry'emu, krzycząc " drum solo ! ", na co perkusista odpowiedział.. jak najprawdziwszą solówką na bongosach, niestety, krótką :( Bad to znowu festiwal śpiewów i oklasków ( i, oczywiście, " let it go ! ), Bullet zaś był już znacznie bardziej " ułożony " niż poprzednio - wszyscy wiedzieli, co robić po " outside it's America ! ", a The Edge zaproponował zdecydowanie " skomponowaną " solówkę ( wszakże z " wirtuozowskimi " wstawkami ! ). W Running Bono, niestety, pozwolił sobie na krótki odpoczynek, większość utworu śpiewając w niskim rejestrze, może zresztą chciał po prostu pozwolić rozśpiewać się publice.. która następnie dominowała już do samego końca podstawowego programu. Osobliwie wypadło Streets - nie wiadomo dlaczego znów znacznie pogorszyło się brzmienie, spoza tła przebijała się ledwie sugestia Edge'a, bębnów Larry'ego trzeba się było domyślać, za to bardzo dobrze słychać było metronom, co w rezultacie dało efekt przypominający jakiegoś Jean Michelle Jarre'a :P O Pride nie ma co wspominać - całkowita ekstaza wśród publiki, podobnie chóralny Ajstyl, gdyby Bono nie zaczął znowu gadki o wyborach, publiczność mogłaby to zapewne śpiewać jeszcze ładnych parę minut..

" Ju noł somfyn ? jor fokin bjutyfol ! " - tak zaczęły się bisy, czyli znakomite Desire, które Bono zaśpiewał lekko zmienionym, bardziej " zadziornym " niż zwykle głosem, a Larry zakończył perkusyjnymi popisami. Znów wykonanie najlepsze z dotychczasowych.. w związku z kolejnymi " ułożonymi " solówkami w WOWY i Love Is Blindness ( obie uzyskały w Filadelfii kształt, jaki będą mieć już do końca trasy ) można byłoby przypuszczać, że gitarzysta spędził przed koncertem trochę czasu na ćwiczeniach - ciekawe tylko kiedy, skoro od Uniondale minął zaledwie dzień ? A może po prostu starcza mu na takie rzeczy godzinka, tylko wcześniej się nie chciało.. Nieistotne. Co ważne to to, że był to kolejny bardzo dobry ( choć z fatalnym początkiem ) koncert, i kolejny, w którym przez większość czasu pierwsze skrzypce grała publika :) Może w okolicach NY jakieś lepsze powietrze jest ?

#54 Johnny99

Johnny99

    Nothingman

  • Members
  • 10211 Postów
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:Club Tip Top

Napisano 18 listopad 2007 - 13:28

03/12/1992 Civic Center - Hartford, Connecticut, USA

Zoo Station, The Fly, Even Better Than The Real Thing, Mysterious Ways, One, Until The End Of The World, Who's Gonna Ride Your Wild Horses, Tryin' To Throw Your Arms Around The World / Three Little Birds (snippet), Angel Of Harlem, Satellite Of Love, Bad / All I Want Is You (snippet), Bullet The Blue Sky, Running To Stand Still, Where The Streets Have No Name, Pride (In The Name Of Love), I Still Haven't Found What I'm Looking For
encores: Desire, Ultra Violet (Light My Way), With Or Without You / Shine Like Stars (snippet)


Ja nie wiem czemu, ale znowu na bootlegu kiepskiej jakości, w przeciwieństwie do bootlegów dobrej jakości, bardzo dobrze słychać The Edge'a.. oczywiście nie licząc Streets - jest to, jak się zdaje, stała przypadłość trasy Zoo TV, niestety. Hartford nie popisało się publiką, było znacznie ciszej niż w Uniondale i Filadelfii, pewnie dlatego w Bad znów nie odbyło się chóralne skandowanie " let it go ! ", za to Bono bardzo przeciągnął All I Want Is You - i w końcu udało mu się zmusić tych sztywniaków do otwarcia gardeł. Channel hopping znów miało miejsce przed Even Better: " wanna watch some TV ?.. I wanna rock'n'roll ! ".. nawiasem mówiąc, muszę w tym miejscu przyznać się do pewnej nieuwagi. Jestem absolutnie pewien, że podczas pierwszych koncertów Adam grał albumową wersję basu w Even Better, tym razem zaś, jako iż bas był szczególnie w tym numerze wyeksponowany, zauważyłem, że od paru koncertów gra wersję " zmodyfikowaną ", znakomitą zresztą. Ale od kiedy dokładnie ? Nie mam pojęcia.. Mysterious Ways zepsuł Bono, swoim chaotycznym śpiewaniem już od samego początku wprowadzając zamęt w szeregi zespołu, najpierw w Edgu ( nie wiedział biedak, kiedy zacząć na klawiszach ), a potem w Larru ( pomieszało się biedakowi wszystko mniej więcej w połowie ). Chaos total. Wokalista był wszak w niezłej formie - pod koniec One zdarzył mu się nawet kolejny falset a'la Justin Hawkins. Tak się przynajmniej z początku zdawało.. w Tryin' po raz pierwszy zastosowany został ( jednozdaniowy ) snippet z " Three Little Birds " Boba Marleya - niezauważony w setlistach, a przed Satellite Of Love Bono kolejny raz sprzedał historyjkę o kosmonaucie. Bullet nieco mniej emocjonalny niż poprzednimi paroma razy ( choć ze świetną solówką gitarową, jednak pozbawioną już wstawek typu " szybciej też umiem " ), w Running bodaj pierwszy raz publika udowodniła, że umie też klaskać do rytmu w trakcie utworu, a Streets Bono zakończył ( tak jak w Filadelfii ) znanym z JT Tour zaśpiewem " I wanna go theeeeere with you " - było już jednak także słychać, że głosowo frontman zaczyna lekko niedomagać. Kończące część zasadniczą Pride i Ajstyl nie wyróżniały się specjalnie, choć w tym drugim utworze wokaliście znów udało się zachęcić ospały tego wieczoru lud do śpiewania.

Bootleg, którym dysponuję nie zawiera, niestety, Desire. Za to Ultraviolet zostało przez Bono wykonane bardzo dobrze - bodaj czy nie najlepiej z wykonań dotychczasowych.. coś jednak musiało być nie tak. Następujące zaraz potem, jak zawsze, WOWY ( zaśpiewane co najmniej dobrze, żadnego " syndromu Hampton " nie stwierdzono ) zakończyło się dłuuuuugą, wspólną solówką Bono i Edge'a na gitarach ( super ), po której wokalista ( odśpiewawszy jeszcze " shine like stars " - kolejny niezauważony przez setlisty snippet ) stwierdził " thank you, goodnight.. I'm sorry ", i, po raz drugi na Zoo TV, Love Is Blindness zostało opuszczone.

Zatem thank you, i I'm sorry że relacja sucha - bo i koncert " suchy ", niewiele w nim było emocjonalnych fragmentów. O tym zaś, jak wypadło świętowanie 32 urodzin Adama w Worcester - już niedługo.

#55 One_U2 - fan

One_U2 - fan

    Użytkownik

  • Members
  • 2857 Postów
  • Płeć:Kobieta

Napisano 18 listopad 2007 - 18:32

Cóź ja mogę powiedzieć na temat tejże trasy :rolleyes: Właśnie słucham teraz przy winku ;) koncert z Dublina 28.08.1993.
A wczoraj słuchałam DVD.Sydney - a najlepszy moment to utwór Stay.. Satellite....I wreszcie Bullet The Blue Sky- przejście i mój ulubiony kawałek Running - wykonany po mistrzowsku - MacPhisto i czapka z daszkiem. A potem już druga cześć.
Diabelskie sztuczki :P :P Achh cudo.













Wino zaszumiało w głowie. :lol: :lol: :lol: Oh Stay ( Faraway So Close)
Dołączona grafika

#56 Michał

Michał

    Edziomaniak

  • Members
  • 934 Postów
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:Zooropa

Napisano 18 listopad 2007 - 19:45

Running - wykonany po mistrzowsku - MacPhisto i czapka z daszkiem. A potem już druga cześć.
Diabelskie sztuczki :P :P Achh cudo.
Wino zaszumiało w głowie. :lol: :lol: :lol: Oh Stay ( Faraway So Close)

To raczej nie byl MacPhisto... MacPhisto wchodzi od Dady's

Dołączona grafika


#57 Yasiu

Yasiu

    .

  • Members
  • 2664 Postów
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:Kraków

Napisano 18 listopad 2007 - 19:47

To raczej nie byl MacPhisto... MacPhisto wchodzi od Dady's


przecież pisała że na % jest :)

#58 One_U2 - fan

One_U2 - fan

    Użytkownik

  • Members
  • 2857 Postów
  • Płeć:Kobieta

Napisano 18 listopad 2007 - 19:52

No właśnie kto to jest.?? Ja też raczej pisząc MacPhisto zastanawiałam się czy na 100%. Ale napisałam - no cóż wino robi swoje :P
Dołączona grafika

#59 Michał

Michał

    Edziomaniak

  • Members
  • 934 Postów
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:Zooropa

Napisano 18 listopad 2007 - 19:57

Mhm, nie zauwazylem. Wg. Cesara z ktorym sie zgadzam, jest to porpostu Bono przebrany za operatora z Zoo TV. Simple

Dołączona grafika


#60 One_U2 - fan

One_U2 - fan

    Użytkownik

  • Members
  • 2857 Postów
  • Płeć:Kobieta

Napisano 18 listopad 2007 - 20:09

No i gra. A kurtkę z napisem Zoo Tv - ( na plecach) i okulary poprostu miał super.
Dołączona grafika



Dodaj odpowiedź



  


Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych