Zmień widoczność shoutboxa Shoutbox
|
|||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
- (4 Stron)
-
- « Pierwsza
- ←
- 2
- 3
- 4
Co U2 zmienia w Naszym życiu
#62
Napisany 12 listopad 2009 - 22:02
Bycie fanem tego zespołu już z definicji implikuje rozwój, nie można być duszą z U2 i nie zmienić w sobie nic. U mnie mnóstwo rzeczy, och, ale nie napiszę o wszystkich, banalnie by to brzmiało. Poza tym ile forum może znieść zachwytów nad wartością słowa, Amnesty itp itd
Dziś tylko rzucam jedną refleksję.
W książce U2 o U2 co pewien czas powraca wątek lojalności. Nienachalnie, bez przechwałek i opowiadania pt jacy to my jesteśmy wspaniali. Raczej odwrotnie - pewnych rzeczy czytelnik musi domyśleć się sam, ponieważ często mowa jest o pewnych zdarzeniach bez podawania ich interpretacji. To lubię. Lojalność jest cechą o której prawie każdy myśli, że posiada, jednak jej obecność udowadnia się czynem, nie tylko słowem. Trwająca wiele lat lojalność zespołu wobec menadżera, współpracowników, rodzin. Cicha zaleta, długo trwająca, wiele dająca w życiu.
Miałam dziś sen. Jechałam do Warszawy, ciesząc się i planując, co będę robić. Dawno oczekiwana, nareszcie samotna eskapada. Tylko miasto i ja. Bez rodziny, współpracowników, szefa, sąsiadów. Wolność. Błąkając się wokół Pałacu Kultury, biegając podziemnymi przejściami nie zauważyłam, jak szybko nastała noc. Nagle znalazłam się na opuszczonym boisku, osaczona wysokimi budynkami i drzewami. Ciemna, zimna bezdomność emocjonalna. I lodowata myśl na granicy jawy i snu - niczym jest taka wyprawa, na końcu której nikt na ciebie nie czeka.
Obudzić się z takiego snu i stwierdzić, że to tylko koszmar może tylko ten, kto słowo lojalność ćwiczy w praktyce. A czytanie o ludziach, których wieloletnia przyjaźń i szacunek nadal trwa, pomaga w uświadomieniu sobie rzeczy najważniejszych.
Dzisiaj wysłałam email dawno niewidzianej przyjaciółce z W-y. Będzie na mnie czekać.
W książce U2 o U2 co pewien czas powraca wątek lojalności. Nienachalnie, bez przechwałek i opowiadania pt jacy to my jesteśmy wspaniali. Raczej odwrotnie - pewnych rzeczy czytelnik musi domyśleć się sam, ponieważ często mowa jest o pewnych zdarzeniach bez podawania ich interpretacji. To lubię. Lojalność jest cechą o której prawie każdy myśli, że posiada, jednak jej obecność udowadnia się czynem, nie tylko słowem. Trwająca wiele lat lojalność zespołu wobec menadżera, współpracowników, rodzin. Cicha zaleta, długo trwająca, wiele dająca w życiu.
Miałam dziś sen. Jechałam do Warszawy, ciesząc się i planując, co będę robić. Dawno oczekiwana, nareszcie samotna eskapada. Tylko miasto i ja. Bez rodziny, współpracowników, szefa, sąsiadów. Wolność. Błąkając się wokół Pałacu Kultury, biegając podziemnymi przejściami nie zauważyłam, jak szybko nastała noc. Nagle znalazłam się na opuszczonym boisku, osaczona wysokimi budynkami i drzewami. Ciemna, zimna bezdomność emocjonalna. I lodowata myśl na granicy jawy i snu - niczym jest taka wyprawa, na końcu której nikt na ciebie nie czeka.
Obudzić się z takiego snu i stwierdzić, że to tylko koszmar może tylko ten, kto słowo lojalność ćwiczy w praktyce. A czytanie o ludziach, których wieloletnia przyjaźń i szacunek nadal trwa, pomaga w uświadomieniu sobie rzeczy najważniejszych.
Dzisiaj wysłałam email dawno niewidzianej przyjaciółce z W-y. Będzie na mnie czekać.
The world belongs to the enthusiast who keeps cool
#63
Napisany 13 listopad 2009 - 18:54
U2 to był strzał w dziesiątkę. Miłość mojego życia i zwrot o 180 stopni. Najpierw kręciły mnie piosenki typu Elevation, później pociągnęła mnie Ciemna Strona Mocy. Przeszłam żmudną przemianę. Poznałam wartości, jakich nikt inny mnie nie nauczył lepiej. Z tekstów powoli wyciągałam "budujące" fragmenty, U2 było ukojeniem na ból psychiczny. Czterej przyjaciele zawsze stali za mną murem, gotowi wesprzeć mnie w najdenniejszej sytuacji.
Dopiero później pojawiły się inne zespoły. Stonesi, The Kury, Coldplay nawet. Ale U2 na honorowym miejscu.
Moja biedna i nieszczęsna rodzina jest dzień w dzień katowana muzyką Cudownego Kwartetu, do znudzenia i jeszcze dłużej. Mam znieczulicę na ich jęki, stękania i błagania o litość, bo dzień bez U2 to dzień stracony. Ale na koncert to już wszyscy chcieli pójść.
I dzięki nim poznałam inne życie.
Dopiero później pojawiły się inne zespoły. Stonesi, The Kury, Coldplay nawet. Ale U2 na honorowym miejscu.
Moja biedna i nieszczęsna rodzina jest dzień w dzień katowana muzyką Cudownego Kwartetu, do znudzenia i jeszcze dłużej. Mam znieczulicę na ich jęki, stękania i błagania o litość, bo dzień bez U2 to dzień stracony. Ale na koncert to już wszyscy chcieli pójść.
I dzięki nim poznałam inne życie.
#64
Napisany 14 listopad 2009 - 10:30
U2 duzo zmieniło
Jestem dzieki tej muzyce chyba bardziej otwarta osobą
I mówię to co myślę
Nie ma tez dla mnie rzeczy niemożliwych...
W U2 wciągnełam przyjaciół (w tym Trampka ale o tym cicho sza!), a nawet tatę
A słuchac ich zaczełam kilka lat temu,a od 7 jestem nałogową fanką
Co najdziwniejsze a może najważniejsze- dzięki nim nastąpiła przemiana- przestałam słuchać metalu (chociaż nadal czasami lubię sobie włączyć ale dzisiaj nie robi na mnie to takiego wielkiego wrażenia) a zaczęłam dobrego rocka. Odkryłam inne zespoły dzięki nim. A w najgorszych chwilach mego życia pomogli mi się podnieść z dna...
Być może dzięki U2 znalazłam dotychczasową pracę (szef zachwyca się Rattle&Hum)
No i dzięki U2 mam grono wspaniałych znajomych
Pozdrawiam Was moi kochani!
Mogłabym jeszcze długo wymieniać, wiem jedno-DUŻO dobrego U2 zrobiło w moim życiu...
Jestem dzieki tej muzyce chyba bardziej otwarta osobą
W U2 wciągnełam przyjaciół (w tym Trampka ale o tym cicho sza!), a nawet tatę
A słuchac ich zaczełam kilka lat temu,a od 7 jestem nałogową fanką
Być może dzięki U2 znalazłam dotychczasową pracę (szef zachwyca się Rattle&Hum)
No i dzięki U2 mam grono wspaniałych znajomych
Mogłabym jeszcze długo wymieniać, wiem jedno-DUŻO dobrego U2 zrobiło w moim życiu...
we can be heroes...just for one day
#65
Napisany 17 listopad 2009 - 18:54
Nie wyobrażam sobie dnia bez muzyki!!!bez telewizora ? tak! bez samochodu? tak! bez kawy? będzie ciężko,ale dam radę!!! ale bez muzyki NIE, i to w szczególności nie wyobrażam sobie dnia bez U2
Od kiedy szesnaście,lub siedemnaście lat temu usłyszałam ich po raz pierwszy, mam na myśli taki pierwszy świadomy odsłuch , kiedy zarejestrowałam,że to właśnie było U2....muzyka ich towarzyszy mi zawsze, w różnych momentach mojego życia, tych radosnych...pierwsze zauroczenie, pocałunek, pierwszy taniec, miłość, narodziny córki......i te smutniejsze, rozczarowanie, rozgoryczenie, rozstanie,ból.....Są to szczególne momenty życia, ale również te codzienne....przyziemne, szare....
To nie jest tak,że od tych nastu lat słuchałam tylko jednego zespołu i moje muzyczne upodobanie były sztywne.....ale zawsze to był rock,metal,underground, muzyka polska i zagraniczna, poszukiwanie, eksperymenty...ale gdzieś tam zawsze było miejsce na U2.
Dzięki tej muzyce świat wokoło się zmienia, przeżywam niezapomniane chwile,jak w przypadku chorzowskiego koncertu
Nie mogę tu pominąć wielu miłych fanów,którzy stanęli na mojej drodze,wśród nich nigdy nie jesteś obcy.Czuć w powietrzu jakąś więź....
U2, hm...Odkrywam ich ciągle na nowo, dowiaduje się nowych rzeczy, uczę się, z ich tekstów mogę czerpać jak ze studni, mogę zanurzyć się w nich jak spragniony biedak na pustyni.....a w tekstach jest mądrość, piękno,prawda,wrażliwość i to wszystko czego szukam...... ja wciąż jeszcze szukam......
Od kiedy szesnaście,lub siedemnaście lat temu usłyszałam ich po raz pierwszy, mam na myśli taki pierwszy świadomy odsłuch , kiedy zarejestrowałam,że to właśnie było U2....muzyka ich towarzyszy mi zawsze, w różnych momentach mojego życia, tych radosnych...pierwsze zauroczenie, pocałunek, pierwszy taniec, miłość, narodziny córki......i te smutniejsze, rozczarowanie, rozgoryczenie, rozstanie,ból.....Są to szczególne momenty życia, ale również te codzienne....przyziemne, szare....
To nie jest tak,że od tych nastu lat słuchałam tylko jednego zespołu i moje muzyczne upodobanie były sztywne.....ale zawsze to był rock,metal,underground, muzyka polska i zagraniczna, poszukiwanie, eksperymenty...ale gdzieś tam zawsze było miejsce na U2.
Dzięki tej muzyce świat wokoło się zmienia, przeżywam niezapomniane chwile,jak w przypadku chorzowskiego koncertu
U2, hm...Odkrywam ich ciągle na nowo, dowiaduje się nowych rzeczy, uczę się, z ich tekstów mogę czerpać jak ze studni, mogę zanurzyć się w nich jak spragniony biedak na pustyni.....a w tekstach jest mądrość, piękno,prawda,wrażliwość i to wszystko czego szukam...... ja wciąż jeszcze szukam......
...Blue-eyed boy and this brown-eyed girl...
#68
#72
Napisany 15 marzec 2010 - 17:03
wiolka, o 15 March 2010 - 16:37 , napisał:
Zrozumiałam, że jestem wolna i jedyne co mnie ogranicza to ja sama.
I zapewne to była największa zmiana w Twoim życiu!
... chociaż ja sama wciąż czekam na tę chwilę
kiedy tak właśnie bedę myśleć...
Ale ciągle nad tym pracuję <paker> być może
częstsze słuchanie U2 coś pomoże..
#73
Napisany 07 kwiecień 2010 - 11:14
Marysieńka. love U2, o 29 June 2007 - 17:22 , napisał:
Ta muzyka to dla mnie już nie tylko hobby czy jakieś tam słuchaniee. U2 stało się dla mnie czymś więcej
Rozszerza moje horyzonty myślenia jeżeli chodzi o sprawy wiary, człowieka, i otaczającego mnie świata.
Jest pewną ucieczką od codziennych spraw i problemów , lekarstwem na osamotnienie. Myślę, ze gdybym
nie znała tej muzyki i nie słuchałabym U2 moje życie nie miałoby tyle kolorów byłoby monotonne szare i
nudne. Bono jest dla mnie wzorem ten facet jest niesamowity pod róznym względem.
Rozszerza moje horyzonty myślenia jeżeli chodzi o sprawy wiary, człowieka, i otaczającego mnie świata.
Jest pewną ucieczką od codziennych spraw i problemów , lekarstwem na osamotnienie. Myślę, ze gdybym
nie znała tej muzyki i nie słuchałabym U2 moje życie nie miałoby tyle kolorów byłoby monotonne szare i
nudne. Bono jest dla mnie wzorem ten facet jest niesamowity pod róznym względem.
I ja się zgodzę, bo jest to bardzo podobny punkt widzenia do mojego.
Uzupełnię jeszcze, że U2 oznacza też dla mnie pewną (muzyczną) formę podróży do ukochanej Irlandii. Jeśli ktoś nasłuchał się w swoim życiu trochę irlandzkiej muzyki, powinien się zgodzić, że w wielu piosenkach U2 tę "irlandzkość" słychać - i wcale nie musi to zależeć tylko i wyłącznie od doboru instrumentów w piosence.
Piosenki U2 wielokrotnie pomagały mi przetrwać trudne chwile. Myślę tu głównie o piosence "Walk On", którą ja osobiście odczytuję na dwa sposoby - jako metaforę drogi duchowej oraz drogi przez życie. Przyznam, że bliższy mi jest ten drugi wariant i jego się trzymam. Ta piosenka dodaje mi sił, gdy coś idzie nie tak.
Poza tym dzięki U2 zainteresowałam się różnego rodzaju organizacjami. Jeszcze nie dojrzałam chyba do tego, żeby którąś namiętnie wspierać, ale od czasu do czasu staram się w tym zakresie informować.
Poza tym wyszukiwanie interesujących mnie informacji o zespole oznacza dla mnie radość odkrywcy i hobby.
U2 było też jedną z przyczyn narodzin jednej z moich pasji - fotografii i miłości do Anotna Corbijna.
I być może stanę się niebawem fanką trabantów...
#74
Napisany 07 kwiecień 2010 - 15:02
Aislinn, o 07 April 2010 - 12:14 , napisał:
Piosenki U2 wielokrotnie pomagały mi przetrwać trudne chwile. Myślę tu głównie o piosence "Walk On", którą ja osobiście odczytuję na dwa sposoby - jako metaforę drogi duchowej oraz drogi przez życie. Przyznam, że bliższy mi jest ten drugi wariant i jego się trzymam. Ta piosenka dodaje mi sił, gdy coś idzie nie tak.
Hmmm coś w tym jest, bo mam bardzo podobną interpretację. Walk On jest świetne na trudne dni, bo bardzo optymistycznie nastawia do życia. No i pod względem muzycznym też jest dla mnie ideałem
- (4 Stron)
-
- « Pierwsza
- ←
- 2
- 3
- 4

Zaloguj się
Rejestracja
Pomoc

Dodaj odpowiedź
Multi cytowanie





