Skocz do zawartości


Zdjęcie

Hit me baby one more time - czyli kogo byśmy chcieli ponownie zobaczyć live


4 replies to this topic

#1 derka

derka

    Lady with the spinning head

  • Moderatorzy
  • 5393 Postów
  • Płeć:Kobieta
  • Skąd:z krainy Oz

Napisano 03 lipiec 2019 - 13:35

Na czyj koncert wybralibyśmy się jeszcze raz, a może jeszcze 10 razy? Piszemy. 



There's always a chance as long as one can think
this is music : last

#2 soulmate.

soulmate.

    Użytkownik

  • Members
  • 1443 Postów
  • Płeć:Kobieta
  • Skąd:atomic idyll

Napisano 03 lipiec 2019 - 15:28

nie umiem odpowiedzieć na takie pytanie, bo to w zależności od danej kondycji muzyka, bądź tego co akurat gra, bądź... dużo czynników. po prostu jak jest okazja być na czymś, to jestem. bo nigdy nic nie wiadomo. nawet jak jakiś koncert mnie rozczarował to daję drugą szansę. 

więc tak naprawdę wybrałabym się jeszcze raz... na wszystko :P


IrishGirl z u2.heh.pl


#3 acr

acr

    mam tu fajne drzewko

  • Moderatorzy
  • 17056 Postów
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:skądinąd.

Napisano 03 lipiec 2019 - 23:38

A po Kraftwerk sama mówiłaś że to koncert z cyklu "raz i starczy" ;) Takich sam przynajmniej mam naprawdę wiele i myślę że te wspomnienia tego jednego występu trzeba trzymać mocno i zostaną na zawsze ale czy koniecznie trzeba to powtarzać? Bo to bardzo zależy czy występ był emocjonalny w danych warunkach i czasie, np. Blur było jednym z najważniejszych koncertów w moim życiu ale nie będę się koniecznie upierał że muszę iść na nich znowu nawet jak będzie okazja. Choć pewnie pójdę, jak na Wilco, ale tym razem dlatego że miast spędzić to sam, doznam z doborowym towarzystwem i to już co innego ;) Tak samo Prajmale grający Screamadellicę byli GENIALNI ale czy grający standardowy set by mnie poruszyli? Pewnie średnio już. Natomiast. Są, bywały koncerty nie tylko emocjonalne, ale i obiektywnie zajebiste artystów których koniecznie będę chciał zobaczyć jeszcze raz.

 

1. Peter Gabriel (ale nie orkiestrowo, porządny prawdziwy koncert z epickim zespołem i Tonym Levinem)

2. The Flaming Lips (dotknąłem już kuli Wayna jak po mnie się toczył, złapałem konfetti, ale wiem że oni zawsze coś odjebią co warto)

3. Yes (już nikt nie wie albo nie pamięta że się jarałem tym zespołem na początku poznawania muzyki live, oni są live perfekcyjni jak band Gabriela)

4. I am Kloot (kluciki to jednak jeden z moich zespołów życia, nie wiem czy bardziej chcę ich koncertu czy znowu wódki się z nimi napić, ale, chcę)

5. Blur (jednak, wbrew temu wyżej, przecież nie muszę być konsekwentny, chciałbym tę i tylko tę odsłonę Albarna i Coxona tak żeby sprawdzić, reszta mnie jebie)

6. Belle & Sebastian (w ludzkich warunkach a nie na Offie z jakimiś nagrzanymi fankami które tam musiały pół dnia stać pod sceną bo ojezu stjuart, a mnie już kręgosłup bolał tylko)

7. ...no tu by było U2... to znaczy że w większości to co widziałem mi wystarczy ;)

 

 

Dobiję do dyszki ale później. Wspomnienia nie wracają tak na zawołanie ;)


ale ja się nie znam i nic nie wiem :)

 

fejs / last / vvatbv


#4 star

star

    Użytkownik

  • Members
  • 581 Postów
  • Płeć:Mężczyzna
  • Skąd:Gdańsk

Napisano 06 lipiec 2019 - 21:36

U2

...

...

...

...

...

...

...

w Polsce  :ph34r:


It's no secret that the stars are falling from the sky

#5 feedback

feedback

    Użytkownik

  • Members
  • 2022 Postów
  • Płeć:Kobieta
  • Skąd:melancholy hill

Napisano 22 wrzesień 2019 - 11:49

nie umiem odpowiedzieć na takie pytanie, bo to w zależności od danej kondycji muzyka, bądź tego co akurat gra, bądź... dużo czynników. po prostu jak jest okazja być na czymś, to jestem. bo nigdy nic nie wiadomo. nawet jak jakiś koncert mnie rozczarował to daję drugą szansę. 

więc tak naprawdę wybrałabym się jeszcze raz... na wszystko :P

mam podobnie ;) oczywiście biorąc pod uwagę możliwości finansowe i czasowe zawsze jednak trzeba między czymś wybierać.

na te koncerty nie żałowałabym ani jednej wydanej złotówki chociaż było mi już dane doświadczyć ich live (czasami kilka razy):

- wszystko czego podejmie się Damon Albarn (bo nigdy się nie zawiodłam i zawsze trafia mnie jak piorun)

- Cave (na żywo jest magia nie do opisania)

- pewnie jeszcze sto razy wybiorę się na Depeche Mode i na Kjury (no co zrobisz, jak nic nie zrobisz ;p)

- Muse (ale tylko z odpowiednim koncertowym towarzystwem, żeby się wyszaleć ;))

- Moby (byłam tylko raz i czuję niedosyt)

- Elton John, The Rolling Stones (jak wyżej)

- The Opposition (wciąż czekam na obiecaną trasę :P)

i jeszcze milion razy na dziadów :P a jak ktoś się dziwi to niech sobie przypomni na jakim forum jest :P


Midnight is where the day begins.




Dodaj odpowiedź



  


Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych