.
2017-10-14 - Santiago, Chile - Estadio Nacional
#1
Napisano 14 lipca 2017 - 22:47
#2
Napisano 14 października 2017 - 16:46
Stary dobry Estadio Nacional
#3
Napisano 14 października 2017 - 17:53
Ten pająk na 360 Tour to było jednak coś. Marzy mi się, żeby kiedyś jeszcze pojechali w tego typu gigantomańską trasą - niech trwa 3 lata, a scena będzie jeszcze 2x większa. Nie wiem, niech jakąś wieżę postawią czy coś
I myślę, że z ich megalomanią te moje marzenia mogą się spełnić
#4
Napisano 14 października 2017 - 23:35
Może to mało jutowe, ale zawsze przyjemne . Polacy są wszędzie . Można powiedzieć, że w odległym Chile mamy swojego człowieka na dzisiejszym koncercie, ale widzę po shoutboxie, że chyba nie jedynego
źródło twitta:
https://twitter.com/...218341205692418
Na soundcheck'u: New Years's Day, Mysterious Ways, Where The Streets Have No Name.
#5
Napisano 15 października 2017 - 05:16
6!
no tak, a ile flag polskich bylo... jakby tylko ten trojkat z gwiazda wyciac, to pol stadionu
rodakow nie spotkalem - ale oczywiscie niczego nie mozna wykluczyc; skoro w NZ spotkalismy polonie, to czemu nie tu.
- Sunday Bloody Sunday
- New Year's Day
- Bad / Gracias A La Vida (snippet)
- Pride (In The Name Of Love)
- Where The Streets Have No Name
- I Still Haven't Found What I'm Looking For
- With Or Without You
- Bullet The Blue Sky / Black Dog (snippet) / War (snippet) / America (West Side Story) (snippet)
- Running To Stand Still
- Red Hill Mining Town
- In God's Country
- Trip Through Your Wires
- One Tree Hill
- Exit / Wise Blood (snippet) / Eeny Meeny Miny Moe (snippet)
- Mothers Of The Disappeared / El Pueblo Vencerá (snippet)
- encore(s):
- Beautiful Day / Starman (snippet)
- Elevation
- Vertigo / It's Only Rock 'n' Roll (But I Like It) (snippet)
- You're The Best Thing About Me
- Ultra Violet (Light My Way)
- One / Invisible (snippet)
na szybciutko wrzucam Vertigo, kawaleczek. ja wiem ze to nie jest reprezentatywne - bo wszedzie na tym szaleja, ale na SBS wytracili mi aparat z reki; a pozniej bylo jeszcze gorzej.
tzn. lepiej.
tzn. szał pał, po prostu!
oczywiscie - co wolniejsze kawalki - to entuzjazm publice siadal; ale to jakby zrozumiale - i o tym pozniej.
w kazdym razie koncert niezapomniany. od publiki, przez zupelnie ciche i bez swiecacych telefonow MoD, po przepiekna wstawke "starman" w BD i jakze lokalna wplecionke w Bad.
https://1drv.ms/f/s!...FaO1Mv6ltqvLBO2
reszta pewnie w weekend.
pozdro, Wiercioch
#6
Napisano 15 października 2017 - 13:26
Jacy oni są przewrotni...na soundcheck'u grają ostatnimi czasy Mysterious Ways, żeby później zagrać Ultra Violet. Grunt to zaskoczyć przeciwnika . Odgrzewany kotlet razy kilka..... Im bliżej końca trasy to większe skostniałe dziady z nich wychodzą. Jak jeszcze w Sao Paulo zagrają cztery razy to samo to będzie prawdziwy hit tej trasy .
#7
Napisano 16 października 2017 - 19:25
Jacy oni są przewrotni...na soundcheck'u grają ostatnimi czasy Mysterious Ways, żeby później zagrać Ultra Violet. Grunt to zaskoczyć przeciwnika . Odgrzewany kotlet razy kilka..... Im bliżej końca trasy to większe skostniałe dziady z nich wychodzą. Jak jeszcze w Sao Paulo zagrają cztery razy to samo to będzie prawdziwy hit tej trasy .
Pewnie Edge znowu fałszuje w solówce i na DVD się nie załapie... A szkoda, bo fajne animacje mieli w tle.
#8
Napisano 28 października 2017 - 11:43
Takie coś hula po yt:
https://www.youtube.com/watch?v=jY8WNZeRUGY
Nie wiadomo czy to zwykły długi proshot czy fragment materiału nagrywanego przez Antona.
#9
Napisano 28 października 2017 - 13:28
Ucięty fragment tego wykonania pojawił się fejsowym profilu chłopaków po koncercie. Więc myślę że jednak proshot.
I have a vision... Television
Please tell a President to watch more TV
President is not avalaible to Me??? (Mirror Ball Man Zootv Washington Dc)
http://forum.u2guitartutorials.com/
#10
Napisano 28 października 2017 - 19:34
„Subscribers Special: 'For Victor Jara and for Rene Castro.' One Tree Hill live from Chile. ”
#11
Napisano 11 listopada 2017 - 21:56
6!
No, troszkę od łikendu mi zleciało - więc i pamięć już nie ta (ah, te lata) i promile jakies się tu, w ten sobotni wieczor, szwedaja…
Odwieczne marzenie o usłyszeniu na zywo tego: https://1drv.ms/u/s!...S4Lol0n_thfEsMi nie chciało się spelnic przez lata, bo albo zespol się tam nie wybieral, albo decyzje oglaszal za pozno… w 2017 udalo się w ostatniej chwili, bo tiket na koncert kupiłem tydzień (?) przed, po wstępnym ublaganiu Mojego Krolika, a lotniczy… yy… 2 dni przed wylotem… jakos tak. Wiec taki wyjazd na zywca; gdzie więcej czasu spedzi się w podrozy niż na koncercie. Ale przecież o koncert chodzi.
Wyjechalem w czwartek wieczorem, już w sobote po południu (czasu PL) bedac na miejscu – czyli rzut beretem. Przepieknie polozone jest Santiago; jako śród ‘pagorkow leśnych, lak zielonych (…) pol malowanych zbozem rozmaitem’ – takie jakby trochę poloniny bieszczadzkie, choć wyżej, przez co drzew mniej, a jak sa to nizsze. Podejscie do lotniska od polnocy prowadzi nad cudna, porannymi, wiosennymi mglami przykryta doline (bo roznica czasu = 8ma rano, w sobote u nich)… mglami, albo… nie – mimo ze lotnisko nie jest blisko centrum – to jednak graniczy dosłownie z terenami rolniczymi, gesto usianymi polami i dymarkami. No, dymarkami. Stad tez to porównanie do Bieszczad mocy jeszcze nabywa.
No, ale lotnisko – lotniskiem… witamy w kraju. Cywilizowanym. Ale jednak jakby poldzikim.... 2 telefony, 4 karty SIM... i tylko z 1 SMS dalo rade z 30min opoznieniem pisac.
Wsiadłem do autobusu, 40min – wysiadłem prawie w centrum; zaplacilem. Wsiadlem do metra, przesiadłem się; zaplacilem… i już mnie na kilkadziesiąt PLNów orżnęli na biletach, widzac ze nie habla espanol. Na pieszo do hostelu, pokoj nie gotowy, kimam na kanapie w recepcji… minely 2h… no to trzeba by na koncert wychodzić; już 13ta (a tiket na plyte).
Ide na pieszo; 4-5km – dam radę… oczywiście się gubie, ludzi pytac nie lubie – to brne 5-6km… kupionej na lotnisku saszetce-biodrowce na aparat i inne preczjoza urywa się pasek… szukam na ulicy drutu (żeby pasek zszyć)… a tu Santiago okazuje się czystsze niż warszawa! Przez te kilka km niedopałek było ciężko znaleźć, a co dopiero drut… ale znalazłem, zszylem dolazlem do stadionu, szukam kas – bo tiket do odebrania w kasie…
Druknalem przed wylotem 2 potwierdzenia, jakie przyszly na maila i… i… klops… no hablas… ‘a gdzie ma pan 3cie potwierdzenie? Bez 3go potwierszenia nie wydamy biletu’. Madre dios! Jak ja się tam spociłem; ile czasu to trwalo (no a tiket na plyte)…
W końcu jakos mnie znaleźli, bilet wydali, biegne pod brame; a tu już 16.30 (oczyma wyobraźni widze się stojącego na szarym końcu plyty, gdzies kolo toi-toiow). I nie ma ze Europa i kultura… jedno wejście dla polowy trybun i całej plyty i nie ma ze rozne kolejki, nie nie… tzn. owszem – był taki jakby zarys kilku roznych wezykow, ale jak o 17 otworzyli brame, to jeb-lup-szast-prast: ‘sturm und drang’.
I może dobrze… bo po kolejnych 2 kwadransach byłem już macany przez ochroniarza; aparat wniesony, drugi obiektyw wytłumaczony jako ‘yo, el debil, memoria!’ i… stalem z 15m od drzewka/perkusji.
Przekroj społeczny szeroki. Caly wachlarz. Od dzieci, po rowiesnikow, po pokolenie rodzicow – czyli fajnie. Kultura, bez przepychanek; ktoś tam zagada, ktoś koszulke ci skomentuje „extremista”; do kibelka szybkie ‘permiso’, ‘por favor’, ‘gracias’ (kto by pomyslal, ze oglądanie ‘Narcos’ na cos się przyda) i wlasciwie zaczal się Gallagher. I jak się tak zaczal, to (wtem!) jestem 10m od perkusji. Minely 3 kawalki – jestem na ‘szczycie’ drzewkosceny; support się skonczyl – znalazłem się w punkcie wyjścia. A nigdzie się sam nie ruszałem mysle – oj, będzie się dzialo.
No i dzialo się… sciemnilo się, stadion wypelnil po brzegi i łupnęło SBS.
O matko i córko! O Matko i Córko! O MATKO I CÓRKO! Co ci ludzie zaczeli wyprawiać, jaki szal w nich wstapil, co emocji ekspozja nastapila!
Po prostu jak mnie scisnelo, jak mnie obrocilo, doscisnelo, skotlowalo i przemielilo – jak pisałem: szał pał! Cos pięknego. Ile w tej publice jest mocy się kryjącej, to niewiele slow oddac może.
Ja tam zwykle na trybunach laduje; 4-5 razy byłem na plycie – ale czegos takiego nie doswiadczylem.
Kawalka po kawałku, jak to drzewiej bywalo – nie ma co opisywac – w dzisiejszych czasach, gdzie streamy, flac’e, digi walls, vidi walls, CDI, DVE etc… to by było bez sensu.
Dorzuciłem reszte filmow, kilka w calosci, pare skrotow + zdjęć: https://1drv.ms/f/s!...FaO1Mv6ltqvLBO2
Owszem – podkresle i nie będę zaprzeczac, ze i u tej publiczonsci postepuje zepsucie i tych telefonow swiecacych, trzymanych w gorze, usypiających czujności, zabawe i oddanie jest za dużo – no ale jak już zlapia rytm, jak zaczna skakać – to nie ma takiej sily żeby poludniowcow zatrzymać. To jest cos nieopisanego i przecudownego. Jakbym był z moja Króliką tam na plycie – to by chyba się poddala :*
Nie udało się co prawda uslyszec Chi-Chi-Chi-Le-Le-Le, ale tez nic nie odda… jednak swoistej ciszy na Mothers of… nie sposob nie zauwazyc, 'uslyszec' raczej. Szkoda ze nie zdobyli się na zaproszenie ich znow na scene; ale i tak czuc było wyjatkowosc tego wykonania; tak jak nawet OTH z fragmentem o Jar’ze – to są te takie nienazwane momenty, dla których ich kocham. Na Mothers i telefonow było mniej i białych kart w gorze sporo i wlasnie to skupienie; dokładnie przecież na tym stadionie wiele z tej niedawnej historii się dzialo…
A w nocy znow na pieszo, Slonce już nie grzalo, to można było bez obaw czlapac do hostelu; paręnaście godzin na ulicy w niedziele i trip z powrotem. Toz „Oahu Project” trwał dłużej
Pozdro, Wiercioch
#12
Napisano 16 grudnia 2017 - 21:57
6!
No, troszkę od łikendu mi zleciało - więc i pamięć już nie ta (ah, te lata) i promile jakies się tu, w ten sobotni wieczor, szwedaja…
Odwieczne marzenie o usłyszeniu na zywo tego: https://1drv.ms/u/s!...S4Lol0n_thfEsMi nie chciało się spelnic przez lata, bo albo zespol się tam nie wybieral, albo decyzje oglaszal za pozno… w 2017 udalo się w ostatniej chwili, bo tiket na koncert kupiłem tydzień (?) przed, po wstępnym ublaganiu Mojego Krolika, a lotniczy… yy… 2 dni przed wylotem… jakos tak. Wiec taki wyjazd na zywca; gdzie więcej czasu spedzi się w podrozy niż na koncercie. Ale przecież o koncert chodzi.
Wyjechalem w czwartek wieczorem, już w sobote po południu (czasu PL) bedac na miejscu – czyli rzut beretem. Przepieknie polozone jest Santiago; jako śród ‘pagorkow leśnych, lak zielonych (…) pol malowanych zbozem rozmaitem’ – takie jakby trochę poloniny bieszczadzkie, choć wyżej, przez co drzew mniej, a jak sa to nizsze. Podejscie do lotniska od polnocy prowadzi nad cudna, porannymi, wiosennymi mglami przykryta doline (bo roznica czasu = 8ma rano, w sobote u nich)… mglami, albo… nie – mimo ze lotnisko nie jest blisko centrum – to jednak graniczy dosłownie z terenami rolniczymi, gesto usianymi polami i dymarkami. No, dymarkami. Stad tez to porównanie do Bieszczad mocy jeszcze nabywa.
No, ale lotnisko – lotniskiem… witamy w kraju. Cywilizowanym. Ale jednak jakby poldzikim.... 2 telefony, 4 karty SIM... i tylko z 1 SMS dalo rade z 30min opoznieniem pisac.
Wsiadłem do autobusu, 40min – wysiadłem prawie w centrum; zaplacilem. Wsiadlem do metra, przesiadłem się; zaplacilem… i już mnie na kilkadziesiąt PLNów orżnęli na biletach, widzac ze nie habla espanol. Na pieszo do hostelu, pokoj nie gotowy, kimam na kanapie w recepcji… minely 2h… no to trzeba by na koncert wychodzić; już 13ta (a tiket na plyte).
Ide na pieszo; 4-5km – dam radę… oczywiście się gubie, ludzi pytac nie lubie – to brne 5-6km… kupionej na lotnisku saszetce-biodrowce na aparat i inne preczjoza urywa się pasek… szukam na ulicy drutu (żeby pasek zszyć)… a tu Santiago okazuje się czystsze niż warszawa! Przez te kilka km niedopałek było ciężko znaleźć, a co dopiero drut… ale znalazłem, zszylem dolazlem do stadionu, szukam kas – bo tiket do odebrania w kasie…
Druknalem przed wylotem 2 potwierdzenia, jakie przyszly na maila i… i… klops… no hablas… ‘a gdzie ma pan 3cie potwierdzenie? Bez 3go potwierszenia nie wydamy biletu’. Madre dios! Jak ja się tam spociłem; ile czasu to trwalo (no a tiket na plyte)…
W końcu jakos mnie znaleźli, bilet wydali, biegne pod brame; a tu już 16.30 (oczyma wyobraźni widze się stojącego na szarym końcu plyty, gdzies kolo toi-toiow). I nie ma ze Europa i kultura… jedno wejście dla polowy trybun i całej plyty i nie ma ze rozne kolejki, nie nie… tzn. owszem – był taki jakby zarys kilku roznych wezykow, ale jak o 17 otworzyli brame, to jeb-lup-szast-prast: ‘sturm und drang’.
I może dobrze… bo po kolejnych 2 kwadransach byłem już macany przez ochroniarza; aparat wniesony, drugi obiektyw wytłumaczony jako ‘yo, el debil, memoria!’ i… stalem z 15m od drzewka/perkusji.
Przekroj społeczny szeroki. Caly wachlarz. Od dzieci, po rowiesnikow, po pokolenie rodzicow – czyli fajnie. Kultura, bez przepychanek; ktoś tam zagada, ktoś koszulke ci skomentuje „extremista”; do kibelka szybkie ‘permiso’, ‘por favor’, ‘gracias’ (kto by pomyslal, ze oglądanie ‘Narcos’ na cos się przyda) i wlasciwie zaczal się Gallagher. I jak się tak zaczal, to (wtem!) jestem 10m od perkusji. Minely 3 kawalki – jestem na ‘szczycie’ drzewkosceny; support się skonczyl – znalazłem się w punkcie wyjścia. A nigdzie się sam nie ruszałem mysle – oj, będzie się dzialo.
No i dzialo się… sciemnilo się, stadion wypelnil po brzegi i łupnęło SBS.
O matko i córko! O Matko i Córko! O MATKO I CÓRKO! Co ci ludzie zaczeli wyprawiać, jaki szal w nich wstapil, co emocji ekspozja nastapila!
Po prostu jak mnie scisnelo, jak mnie obrocilo, doscisnelo, skotlowalo i przemielilo – jak pisałem: szał pał! Cos pięknego. Ile w tej publice jest mocy się kryjącej, to niewiele slow oddac może.
Ja tam zwykle na trybunach laduje; 4-5 razy byłem na plycie – ale czegos takiego nie doswiadczylem.
Kawalka po kawałku, jak to drzewiej bywalo – nie ma co opisywac – w dzisiejszych czasach, gdzie streamy, flac’e, digi walls, vidi walls, CDI, DVE etc… to by było bez sensu.
Dorzuciłem reszte filmow, kilka w calosci, pare skrotow + zdjęć: https://1drv.ms/f/s!...FaO1Mv6ltqvLBO2
Owszem – podkresle i nie będę zaprzeczac, ze i u tej publiczonsci postepuje zepsucie i tych telefonow swiecacych, trzymanych w gorze, usypiających czujności, zabawe i oddanie jest za dużo – no ale jak już zlapia rytm, jak zaczna skakać – to nie ma takiej sily żeby poludniowcow zatrzymać. To jest cos nieopisanego i przecudownego. Jakbym był z moja Króliką tam na plycie – to by chyba się poddala :*
Nie udało się co prawda uslyszec Chi-Chi-Chi-Le-Le-Le, ale tez nic nie odda… jednak swoistej ciszy na Mothers of… nie sposob nie zauwazyc, 'uslyszec' raczej. Szkoda ze nie zdobyli się na zaproszenie ich znow na scene; ale i tak czuc było wyjatkowosc tego wykonania; tak jak nawet OTH z fragmentem o Jar’ze – to są te takie nienazwane momenty, dla których ich kocham. Na Mothers i telefonow było mniej i białych kart w gorze sporo i wlasnie to skupienie; dokładnie przecież na tym stadionie wiele z tej niedawnej historii się dzialo…
A w nocy znow na pieszo, Slonce już nie grzalo, to można było bez obaw czlapac do hostelu; paręnaście godzin na ulicy w niedziele i trip z powrotem. Toz „Oahu Project” trwał dłużej
Pozdro, Wiercioch
jedno zdjatko mi się takie odnalazło.
z cyklu: "7 bilion stars in her eyes"
https://1drv.ms/i/s!...ykB-GS9kU4W7-aX
pozdro, Wiercioch
Użytkownicy przeglądający ten temat: 1
0 użytkowników, 1 gości, 0 anonimowych