Wydający płyty w wytwórniach niezależnych zarabiają na nich całkiem sensowne pieniądze pozwalające, dajmy na to, spłacić jakiś niemały kredyt. Bo w przypadku niezależnych artystów reprezentujących inne gatunki zwykle kończy się na: mamo, tato, wydałem płytę i ew. poklepaniu po plecach przez bliższych lub dalszych znajomych. 
Zgadzam się.
Tutaj ciekawy artykuł o tym, o czym piszesz: http://www.wprost.pl...-hip-hopu/?pg=0
Mnie tutaj zawsze przypomina się Pezet, który jest doskonałym przykładem "od hip-hopowego pucybuta do hip-hopowego milionera". 11 lat temu rapował o stanie portfela (pustego) polskiego hip-hopowca i tych wszystkich ciężkich czasach. Najbardziej podobają mnie się wersy z kawałka "Biznes" z albumu Praktika, gdzie Pezet wystąpił gościnnie:
Mój wydawca był złodziejem jak tu żyć kurwa
Jeden z nich wypłacał mi hajs, co miesiąc stówa
oraz:
Myślisz, że robie wielki hajs?
Hajs, jaki hajs?
i:
To jest o marzeniach które nigdy się nie ziszczą
Lepiej byśmy wyszli na tym robiąc disco
Kawałek poniżej, całkiem dobry swoją drogą:
https://www.youtube.com/watch?v=IxURX0wX4AA
Dzisiaj Pezet jest milionerem, jednym z najbogatszych raperów w PL, z własną marką odzieżową i pół milionem fanów na FB. Nie mówię, że to źle - tych pieniędzy raczej nie ukradł i tego statusu raczej przypadkowo nie osiągnął.
Zadziwia mnie jedynie przewrotność losu - wszyscy polscy raperzy 10 - 15 lat temu nawijali o biedzie, piachu rzucanym im w oczy i dramatach wydawniczo - życiowych. Dzisiaj świat im się obrócił o 180 stopni, oczywiście na ich korzyść.
Przykładów w w/w temacie można mnożyć - Tede - polski Jay-Z, Sokół, Ostry, itp.
Posłuchajcie sobie - zdaniem porcysa (moim też) - jednego z najlepszych kawałków polskiego HH: Tede - Wyścig Szczurów. Tekst jest rewelacyjny ze świetnym storytellingiem. Na miejscu tego typka ze szkoły, którego spotkał Tede, można dzisiaj postawić właśnie niego samego 
https://www.youtube.com/watch?v=BzJ0MibUmJU