Dlatego nie lubie właśnie takich gitarzystów jak hmm...malmsteen (tak to sie pisze?) ...cały czas to samo...
Dla mnie mistrzem w takich koncertowych szpan-plejach jest właśnie steve vai, bo on cały czas coś nowego wymyśla, bawi się z gitarą, i z publicznością. Słynne już granie językiem, czy naśladowanie formuły 1, oraz masa innych coraz to nowszych rozwiązań gitarowych, i za to go właśnie cenie...
Owszem, na koncercie G3 (Sat+Vai+Fripp) to mi się podobało, ale mniej muzycznie, a bardziej jako dodatkowe urozmaicenie koncertu w większości przypadków takich zabaw. Ale rozumiem że dla gitarzystów którym zalezy na takim graniu to czad jest niesamowity

bo fakt faktem, johnson zarombicho to gra, ale każdy dobry gitarzysta mógłby to zagrać...grunt to kreatywność i improwizacja 
No własnie mnie nie interesuje kto co mógłby zagrać, dla mnie grunt to melodyjność tudzież przyjemność odsłuchu, w wypadku tej solówki przynajmniej. Czasem wolę zajebisty hałas, czasem coś, ale generalnie chodzi o przyjemność, o doznanie, o efekt końcowy a nie technike gry i inne takie. Jestem bardziej słuchaczem, na gitarze gram mocno amatorsko. Wybacz